wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 25

Ahoj, Kochani :) 
Przepraszam, że nie było rozdziału tak długo :(. Bynajmniej, nie zamierzam się jakoś szczególnie tłumaczyć, gdyż wymówki typu "nie miałam czasu " nie do końca są fair :(
Mam nadzieję, że się poprawię, tym bardziej, że wkręciłam się w pisanie tej historii.
Mimo wszystko, mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie :) 

Liczę na wasze komentarze, dodają wielkiego kopa! 

Nie przedłużając, enjoy <3 

***

Katlin

Oniemiałam. Siedziałam na krześle zesztywniała i nie potrafiłam się odezwać.
- Coś nie tak?- zapytał Justin wyraźnie zmartwiony.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu..- nie mogłam znaleźć odpowiednich słów- jestem zaskoczona. Bardzo.
- Nie chcesz być ze mną?
- Chcę, oczywiście, że tak- oburzyłam się, może trochę zbyt głośno, gdyż kilka osób siedzących przy sąsiednich stolikach zwróciło się z moją stronę.
- To w czym problem?- zapytał chłopak wyraźnie zdezorientowany. W odpowiedzi wstałam i rzuciłam mu się w ramiona.
- W niczym. Jejku, Justin! Będę twoją dziewczyna- zapiszczałam. W odpowiedzi brunet pocałował mnie w policzek i poczochrał po włosach, za co zmroziłam go wzrokiem.
- A teraz bierzemy się za jedzenie, pizza stygnie- zagruchał mi do ucha, a ja zeszłam mu z kolan i zabrałam się za jedzenie. Byłam bardzo głodna i bez wahania pochłonęłam połowę naszego wspólnego posiłku.
- Chce Ci się wracać na lekcje?- zapytał Justin kiedy wychodziliśmy z pizzerii.
- Tak- powiedziałam zdeterminowana. Tylko dlatego, że od teraz mogliśmy określać jako „my” nie miałam zamiaru opuszczać zajęć.
- Kłamiesz- powiedział z uśmiechem.
- Wiesz co? Jeśli chcesz być moim idealnym chłopakiem, to w paru kwestiach będziesz musiał się zmienić. Na przykład będziesz chodził do szkoły.
- Chyba żartujesz- prychnął.
- Jestem całkowicie poważna.
- Myślę, że dojdziemy do jakiegoś kompromisu.
- Z pewnością- uśmiechnęłam się wesoło.
Ostatnie trzy lekcje minęły zaskakująco szybko. Miałam świetny humor i nic nie mogło mi go zepsuć. Nawet Chloe, która zwyzywała mnie od idiotek, gdyż twierdzi, że pakuję się- w jej zdaniem- nieszczery związek. Naprawdę  nie rozumiem z czym ta dziewczyna ma problem.
- Wpadniesz do mnie po południu?- zapytałam kiedy żegnałam się z Justinem na parkingu szkoły. Teoretycznie powinien mnie zawieść do domu, gdyż rano podwoził mnie, ale odmówiłam. Postanowiłam odwiedzić Lucasa. Z pewnością będzie szczęśliwy, że w końcu znalazłam dla niego czas.
- Nie mogę Kat, przepraszam- pocałował mnie w policzek.
- Jak tam chcesz- mruknęłam, po czym oddaliłam się w przeciwną stronę. Budynek, w którym pracowała mama nie był daleko, jednak dla mnie- osoby, która przyzwyczajona jest do wygody w takim stopniu, że niemal problemem jest przejście kilometra pieszo, był to maleńki kłopot.
- Dzień dobry, ja do pani Megbog- przywitałam się z sekretarką.
- Katlin?- zapytała przymrużając oczy.
- Tak- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Mój Boże, nie poznałam Cię! Jak ty wyrosłaś i wyładniałaś!- zaczęła piszczeć. Szczerze mówiąc nie wiedziałam co powiedzieć, więc grzecznie powiedziałam, że się śpieszę i udałam się w kierunku, który wskazała mi- jak się dowiedziałam- Anne. Zastałam mamę w swoim biurze. Popijała kawę i zawzięcie pisała coś na komputerze.
- Kofeina. Bardzo zdrowo dla dziecka- skwitowałam na wejście.
- Oh, Katlin. Miło, że wpadłaś.
- Postanowiłam odwiedzić Lucasa.
- Czy ktoś tu wspomniał moje imię?- zawołał wesoło czarnowłosy mężczyzna wpadając do pokoju mamy.
- Katlin!- wykrzyczał gdy tylko mnie zauważył. Od razu rzucił się na mnie i zaczął mocno przytulać- dziecko moje drogie, jak ty dojrzałaś. Jesteś teraz prawdziwą i piękną kobietą. Nie mogę w to uwierzyć! Jak się cieszę, że w końcu odwiedziłaś swojego starego wujka Luca.
- Daj spokój- zaśmiałam się- nie jesteś dużo starszy ode mnie.
- Pani Megbog, czy mogę porwać tę młodą damę na kawę i tym samym zwolnić się z pracy?- zapytał wesoło czarnowłosy.
- Oczywiście- uśmiechnęła się mama.
- Dziękuję i bardzo to doceniam- zawołał Lucas po raz ostatni po czym złapał mnie pod ramię i razem udaliśmy się do pobliskiej kawiarni. Nie zaglądało tam wiele osób, ale to sprawiało, że uwielbiałam ją. Kiedyś bywałam tam bardzo często, niestety tępo mojego życia sprawiło, że kompletnie o niej zapomniałam.
- Ja stawiam- oznajmiłam kiedy tylko złożyliśmy nasze zamówienia. Lucas- dużą czarną i ciasto francuskie, a ja średnie frappuccino waniliowe i szarlotkę na gorąco.
- O to będziemy się kłócić przy wyjściu- puścił mi oczko- Lepiej opowiadaj co u Ciebie. Bardzo mi przykro z powodu twojego taty. Był wspaniały.
- Mi nie musisz tego mówić. Wciąż sobie z tym nie poradziłam. Cholernie mi go brakuje, ale proszę zostawmy ten temat. Przerabiałam to już tyle razy, że mam dość.
- Jak tylko chcesz, moja droga- uśmiechnął się smutno- Opowiadaj jak z Harrym- wypalił, a moja mina zrzedła jeszcze bardziej. Kiedy ostatnio rozmawiałam z Lucasem razem z lokowatym byliśmy świeżo upieczoną parą.
- Cóż, niedawno zerwaliśmy- spuściłam wzrok.
- Czemu? Byliście idealni razem..
- Zdradziłam go z chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.
- Caroline? Nie wierzę. Jak mogłaś jej to zrobić?
- Uwierz mi, nie wiem- w moich oczach pojawiły się łzy- A wiesz co jest najlepsze? Razem z Justinem jesteśmy razem. Oficjalnie od dziś.
- Wow- to było jedyne co czarnowłosy zdołał wykrztusić.
- Właściwie to liczyłam na jakąś sensowną radę z twojej strony- rozpłakałam się całkowicie. Chłopak natychmiast przeniósł się na fotel obok mnie i mocno przytulił. Tak, tego było mi potrzeba.
- Nie płacz, skarbie. Coś wymyślimy- pocieszał mnie- Wszystko się jakoś ułoży, no daj spokój. C’mon, c’mon wycieraj łzy.
- Może w między czasie opowiesz mi jak tam u Ciebie?- uśmiechnęłam się słabo.
- Wspaniale- wybuch entuzjazmem- Ostatnio poznałem genialnego chłopaka. Znaczy nie jestem pewny, czy on czuje do mnie to samo, ale ja totalnie na niego lecę- wybuchłam śmiechem. Właśnie za to kochałam Lucasa. Zawsze walił prosto z mostu.
- W takim razie życzę Wam szczęścia- uśmiechnęłam się ponownie. Dalsza rozmowa przebiegła nam bardzo przyjemnie. Czarnowłosy jak zwykle dał mi mnóstwo pożytecznych rad i wskazówek, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna.
- Widzimy się niedługo?- zapytałam z nadzieją kiedy opuszczaliśmy lokal. Oczywiście Lucas zapłacił. Nie mogłam mu przegadać do rozsądku.
- No nie wiem, nie wiem- postukał się wskazującym palcem po brodzie. Zrobiłam smutną minkę, na co od razu się zreflektował- oczywiście, że tak, Maleńka- uwielbiałam jak mi tak słodził.
- Na taką odpowiedz liczyłam- szybko pocałowałam go w policzek, po czym oboje rozeszliśmy się- każdy w swoją stronę. Na zewnątrz powoli się ściemniało, ale nie bałam się wracać pieszo do domu. Nie byłam typem takiej osoby, na szczęście. Szłam powoli z słuchawkami w uszach dopóki coś, a raczej ktoś nie przykuł mojej uwagi. Natychmiast wyłączyłam muzykę i udałam się do stojącej pod jedną ze ścian grupki zwyczajnych wandali.
- Justin?- zapytałam, aby upewnić się, że to na pewno on. Chłopaka nie zdziwił mój widok ani trochę. Wręcz przeciwnie. Podszedł przywitać się siarczystym buziakiem prosto w usta.
- Co ty tu robisz? Miałeś być zajęty?
- Jestem- odezwał się szybko- Rozmawiam z nimi w interesach.
- Jakich?
- Wyjaśnię Ci później, okej?
- Obiecujesz?- chciałam się upewnić, że potem nie będzie zbywał moich pytań, które z pewnością się pojawią.
- Tak- powiedział patrząc mi prosto w oczy. Jak mogłam mu nie uwierzyć?- Wiesz co powinnaś się zwijać do domu, robi się ciemno.
- Właśnie idę - burknęłam, po czym udałam Justinowi buziaka na pożegnanie i oddaliłam się w stronę domu. Niedługo potem, zanurkowałam pod kołdrą z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką.

Justin

- To była ta cała Katlin?- zapytał John.
- Yeah- odpowiedziałem.
- Totalnie owinąłeś ją sobie wokół palca, Stary. Każda normalna laska nie zostawiła by tego tak prostu- wybuchnął śmiechem.
- Zaczynam rozumieć czemu jest na celowniku. Naiwna jak cholera- dopowiedział Ron.
- Czy możecie się zamknąć? To sprawa pomiędzy mną, a nim? Rozumiecie? Nic wam do tego!- krzyknąłem. Miałem dość tych ludzi, naprawdę. Mimo wszystko musiałem to dalej ciągnąć, bo od tego zależały rzeczy, na których naprawdę mi zależało. Nie wiem tylko ja długo będę w stanie udawać.

Katlin

Lekturę przerwał mi dzwoniący telefon. Nieznany numer. Oczywiście ciekawość wzięła górę i podniosłam słuchawkę..
- Halo?- zapytałam.
- Cieszę się, że odebrałaś- odezwał się nie kto inny tylko Chloe.
- Dlaczego dzwonisz z innego numeru niż zwykle?
- A odebrałabyś gdybym zadzwoniła z mojej komórki?
- Nie- odpowiedziałam krótko.
- No właśnie.
- Okej, jeśli już zdecydowałam się na rozmowę z tobą to powiedz, bez owijania w bawełnę, czego ty ode mnie chcesz dziewczyno?
- Ostrzec Cię. Tym razem po raz ostatni.
- Przed czym niby?- prychnęłam.
- Wiem, że myślisz, że jestem zazdrosna o Justina..
- JESTEŚ- przerwałam jej.
- Daj mi skończyć, do cholery- kiedy zamilkłam zaczęła mówić ponownie- W każdym razie, nie jestem. Jeśli myślisz, że między nami nic nie było to myślę, że on lepiej opowie Ci naszą historię.
- Czekaj, czy ty spałaś z Justinem, moim chłopakiem?- wydarłam się.
- Chcę Cię ostrzec przed związkiem z nim. To wszystko nie jest tak jak myślisz! Musisz to zrozumieć, bo inaczej wpakujesz się w jeszcze większe problemy.
- Co masz na myśli?
- Naprawdę myślisz, że wypadek twojego taty- najlepszego sędziego w stanie- to przypadek?- zapytała.

- O czym ty mówisz?- zapytałam zdenerwowała. Niestety nie uzyskałam odpowiedzi  gdyż Chloe najzwyczajniej w świecie rozłączyła się. Ta dziwka wiedziała coś w sprawie śmierci mojego taty, podczas gdy policja nie miała żadnych dowodów. Nie mogła znaleźć kompletnie nic. Bez większego zastanowienia wybrałam numer ponownie. Poczta głosowa. Zadzwoniłam po raz kolejny, tym razem na jej prawdziwy telefon. Niedostępny. Moją ostatnią deską ratunku był Justin, który również nie odebrał. Zaczęłam się zastanawiać, czy Chlo rzeczywiście wiedziała coś, dzięki czemu postęp w sprawie śmierci mojego taty ruszyłby naprzód. Tak czy siak, musiałam dowiedzieć się prawdy. Bez tego moje życie również będzie stało w miejscu. Dziwne, że zdałam sobie z tego sprawę dopiero teraz.

***

Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :)) 

sobota, 13 września 2014

Rozdział 24

Heeej :)

Przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem, tym razem mniej więcej na czas (może z małym poślizgiem, hahah). 
Następny rozdział również pojawi się za około dwa tygodnie, bo nie do końca wyrobiłam się z zaplanowaniem dalszych losów opowiadania :)
Natomiast później, rozdziały będą już regularnie (mam nadzieję) co tydzień!

Teraz mam dla Was kilka próśb i ogłoszeń, i podziękowań:
- skomentujcie rozdział- dla Was to dwie minuty, dla mnie motywacja i uśmiech!
- podpiszcie się pod komentarzem- jeżeli już chcecie wyrazić opinię o moich wypocinach, chcę wiedzieć komu mogę dziękować :))
- dodajcie się do informowanych KLIK
- jeżeli macie jakieś pytania zapraszam was do zakładki PYTANIA KLIK!
- jeśli chcecie się ze mną skontaktować w inny sposób niż poprzez bloga odwiedźcie zakładkę KONTAKT KLIK 
- jeżeli chcielibyście napisać coś o tym ff na tt (marzenia! *,*) to proszę dodajcie hashtag #ChangePl, żebym mogła łatwo znaleźć te tweety, jeżeli jakieś się pojawią
- DZIĘKUJĘ za wszystkie wyświetlenia i komentarze! (mimo, że nie są to rekordy i tak jestem ogromnie wdzięczna <3)

Powodzenia w szkole i do zobaczenia za dwa tygodnie xx

***

Katlin

- Co ty kurwa odpierdalasz?- Justin niespodziewanie złapał mnie za nadgarstek i odruchowo wygiął mi rękę. Syknęłam z bólu, ale nie żałowałam spoliczkowania go.
- Może ty mi powiesz?- warknęłam wyrywając się z uścisku chłopaka. W pierwszej chwili nie chciał mnie puścić, jednak ostatecznie poddał się.
- Jesteś pojebana czy pojebana?- zapytał marszcząc czoło.
- Po co tu przychodziłeś? Żeby zepsuć mi humor? Brawo, udało Ci się!- zaczęłam klaskać. Zachowywałam się jak skończona idiotka, a najgorsze w tym wszystkim było to, że doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Mimo to, nie mogłam się powstrzymać.
- Chciałem sprawdzić co tam u Ciebie, ale widzę, że nie najlepiej- usiadł na łóżku, tuż koło mnie.
- Dziwne, że przez cały tydzień Cię to nie obchodziło- fuknęłam obrażona.
- Nie odzywałem się, bo nie czułem takiej potrzeby. Proste i oczywiste? Jak najbardziej. To ty zareagowałaś co najmniej niestosownie. Na przyszłość, nie rób tego więcej.
- Niby dlaczego? Z wielką przyjemnością spoliczkowałabym Cię jeszcze raz, albo nawet dwa- uśmiechnęłam się wyobrażając sobie ten piękny moment.
- Czemu to zrobiłaś?
- Jeszcze się pytasz!? Olewałeś mnie przez cały tydzień, byłam kompletnie sama! Wszyscy się ode mnie odwrócili. Nie spodziewałam się, że po tym wszystkim tak postąpisz.
- Ale po czym? Między nami nic nie było Katlin.
- Żartujesz sobie, prawda? Zniszczyliśmy nasze związki i przyjaźnie, po co? Dla zabawy?
- Czyli co, liczyłaś na coś więcej?- poruszył „zabawnie” brwiami.
- Nie wiem, okej?- nagle cała złość, która kłębiła się we mnie wyparowała- Po prostu myślałam, że to nie tak się skończy. Twoje zachowanie, wszystko..- schowałam twarz w dłoniach. Miałam ochotę się rozpłakać.
- Droga Katlin- Justin złapał mnie za obie ręce, zdejmując je tym samym z mojej twarzy- Właściwie przyszedłem wyjaśnić Ci dlaczego trzymałem Cię na dystans w tym tygodniu- poparzył mi w oczy, po czym dodał- Swoją drogą, cieszę się, że siniak już zszedł Ci spod oka- wywróciłam oczami. Będąc szczerą muszę przyznać, że nie do końca zniknął. Dużą część roboty odwalał korektor, który codziennie nakładałam w to miejsce.
- Wróćmy do tematu, dlaczego?
- Musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że nasz romans tak szybko wyjdzie na jaw. Nie byłem na to gotowy i myślę, że ty też nie.
- Zostawiłeś mnie z tym samą..
- Wiem, ale kurwa Katlin, sam nie wiedziałem co mam zrobić..
- Ha, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale uczucie bezradności jest ze mną od śmierci taty. Nie opuszcza mnie na krok- zaśmiałam się drętwo.
- Możesz mi wreszcie pozwolić dojść do słowa?- zapytał brunet lekko zdenerwowany- Teraz powiem ja, za chwilę ty.
- Nie bulwersuj się tak- mruknęłam zamykając się. Byłam bardzo ciekawa, co brunet mi powie.
- Przez cały ten tydzień myślałem o tym wszystkim, o nas. Nie wiem czy znaczyło to coś dla Ciebie, ale można powiedzieć, że dla mnie tak. Wszystko zależy teraz od Ciebie, co ty zadecydujesz. Ja jestem gotowy poświęcić ich wszystkich, żeby stworzyć ‘nas’.- zatkało mnie. Przez kilka minut siedziałam patrząc się w oczy chłopaka próbując odczytać jakieś emocje, czucia. Problem w tym, że nie potrafiłam.
- Okej- ocknęłam się, kiedy zorientowałam się, że brunet wyczekuje mojej odpowiedzi- Postaram się streścić. Potrzebuję Cię. Nie chcę nawet tego ukrywać, bo po prostu nie ma sensu. Chodzi mi o towarzystwo, uszczypliwe komentarze, wybuchowy charakter. To wszystko w jakiś sposób sprawia, że psychicznie czuję się lepiej. To tak, jakbyś był moim osobistym lekarzem- zaśmiałam się cicho- Nie wiem, co czuję do Ciebie. Być może nawet nic. Mam mętlik w głowie. Chciałabym, żebyśmy zbliżali się do siebie powoli. Nie znamy się praktycznie w ogóle. Chcę spróbować, bo jest coś w Tobie dziwnego i to sprawia, że ciągnie mnie do Ciebie..- tak naprawdę nie zdążyłam dokończyć mojego- jak się okazało- zbyt długiego monologu, gdyż niespodziewanie Justin wpił się w moje usta. Automatycznie poddałam się tej przyjemności zupełnie zapominając o tym, co sekundy temu mówiłam o tym, że potrzebuję czasu na związek.
- Nie chciałem, żeby mózg Ci się przegrzał- wyjaśnił brązowooki kiedy już oderwaliśmy się od siebie. Oboje się zaśmialiśmy.
Reszta popołudnia i wieczoru minęła nam bardzo przyjemnie. Leżeliśmy na moim niewyobrażalnie wygodnym łóżku wtuleni w siebie, robiąc sobie selfies, rozmawiając, całując i oglądając jakiś film. Jeśli mam być szczera, nawet nie wiedziałam o czym był.
- Będę się zbierał- mruknął mi do ucha Justin, kiedy dochodziła 23.
- Nie chcesz zostać dłużej?
- Muszę już iść- leniwie wstał z łóżka i już miał wychodzić z pokoju kiedy zawołałam:
- Poczekaj, odprowadzę Cię do drzwi.
- Jak chcesz- wzruszył ramionami puszczając mi oczko.
- Dobranoc- Justin zwrócił się do mojej mamy, którą zastaliśmy w kuchni. Szykowała lunch na jutro do pracy.
- Dobrej nocy- uśmiechnęła się ciepło do niego. Chłopak narzucił na siebie bluzę i już miał opuszczać dom, kiedy przygryzając dolną wargę zapytałam:
- Nie zapomniałeś o czymś?- w odpowiedzi Justin uśmiechnął się i cmoknął mnie w nos, co w moim mniemaniu było niesamowicie słodkim gestem.
- Nie zaśpij jutro do szkoły, Księżniczko- szepnął i już go nie było.

Justin

Po raz kolejny miałem bałagan w życiu. Zabawne, że tym razem wszystko spowodowane było moją głupotą, która swego czasu nie znała granic. Ugh. Początkowo przyszedłem do Katlin wszystko jej wyjaśnić, przeprosić i ewentualnie trochę się z nią podroczyć. Jednak widząc ją taką zdezorientowaną i bezbronną nie mogłem złamać jej serca po raz kolejny. Nie miałem żadnego pieprzonego prawa zostawić jej teraz samej z tym wszystkim. Być może i nie chciałem. Dlatego też postanowiłem być miły i po raz pierwszy w życiu zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka, ale wiecie co? Mam wrażenie, że wplątałem się w jeszcze większe gówno.

Katlin

Tej nocy po raz pierwszy od kilku dni wyspałam się. Obudziłam się również w dobrym humorze, a  sms od Justina o treści „Dzień dobry Księżniczko, xo” tylko to spotęgował.  Zwinnie wstałam z łóżka, po czym udałam się do łazienki wykonać poranną toaletę. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nawet mama przy śniadaniu to zauważyła.
- Od razu lepiej widzieć Cię szczęśliwszą- powiedziała wesoło.
- Nie wszystko jest takie jak powinno, ale jest iskierka nadziei, że ułoży się całkiem nieźle.
- Opowiesz mi o tym?
- Jasne- ugryzłam kawałek omleta, którego przygotowała dla mnie rodzicielka- I tak mamy porozmawiać. A propos, o której wrócisz z pracy?
- Postaram się jak najwcześniej. Mamy ostatnio dużo pracy.
- Ok, ok. Mam jednak nadzieję, że nasza rozmowa się odbędzie.
- Oczywiście Kochanie- zapadła między nami cisza. Każda zajęła się swoim śniadaniem, które jak zwykle było wyśmienite- Lucas kazał Cię uściskać. Zdaje się, że tęskni za Tobą. Powinnaś kiedyś wpaść do biura- powiedziała kończąc swój posiłek. W odpowiedzi zaśmiałam się.
- Na pewno to zrobię. Możesz mu przekazać, że specjalnie dla niego!- Lucas to zastępca mamy. Jest niesamowicie zabawny i przystojny. Nie jest jednak obiektem moich westchnień z prostego powodu- jest gejem. Uwielbiam go i muszę przyznać, że wzmianka o nim sprawiła, iż zdałam sobie sprawę, że stęskniłam się za nim. Niegdyś, jeszcze za czasów, gdy codziennie po szkole szłam odwiedzić mamę w pracy, widywaliśmy się codziennie. Z czasem kontakt nam się urwał, gdyż najzwyczajniej w świecie przestałam chodzić do biura. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos oznajmujący, że dostałam SMS.

Od: Justin
Zbieraj się szybciej, stoję pod twoim domem już jakieś 10 minut!

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, dlatego, poderwałam się z krzesła i wyjrzałam przez okno. Wiadomość nie kłamała. Ujrzałam pięknego, czarnego Range Rover’a stojącego na naszym podjeździe. Uśmiechnęłam się.
- Czeka?- zapytała mama. W odpowiedzi tylko kiwnęłam głową. Z prędkością światła zebrałam wszystkie swoje rzeczy, zapominając przy tym drugiego śniadania, i kilka minut później zajmowałam siedzenie pasażera będąc gotowa do drogi. Na powitanie Justin szybko cmoknął mnie w usta. Ruszyliśmy.
- Skąd wytrzasnąłeś tą furę? Jest nie do porównania z Toyotą, którą jechaliśmy ostatnio!- musiałam zapytać. Ciekawość zżerała mnie od środka.
- Pożyczyłem od mamy- powiedział skupiony na widoku przed sobą. Jego odpowiedź wywołała u mnie zdezorientowanie.
- Jeszcze wczoraj mówiłeś, że nie mieszkasz u rodziców…
- Jakoś tak wyszło, że spałem wczoraj w moim prawdziwym domu. Matka była tak ucieszona na mój widok, że z tej wielkiej miłości pożyczyła mi swoje najlepsze auto- zaśmiał się cicho.
- Nie mów tak- zganiłam go- Ta kobieta Cię urodziła, wyżywiła i wychowała.
- Przecież mam do niej szacunek!- oburzył się.
- Zabrzmiało to trochę inaczej- mruknęłam.
- Musisz nauczyć się rozpoznawać mój sarkazm- mrugnął do mnie, na co dla żartu zmroziłam go wzrokiem.
Kiedy zajechaliśmy pod szkołę miałam lekkiego stresa.
- Hej, nie denerwuj się- pocieszył mnie Justin- Damy radę. Jesteśmy w tej samej sytuacji.
- Tyle, że ty masz wszystko w dupie. Ja nie- pisnęłam niemal przerażona.
- Posłuchaj, nie przejmuj się tłumem. Niech nie obchodzi Cię co o tobie myślą. Kiedy wyjdziesz z tej szkoły, a to już za kilka miesięcy, bardzo prawdopodobne, że nigdy więcej ich nie spotkasz. Po co, Moja Droga Katlin, przejmować się takimi osobami? Jaki jest w tym sens?
- Masz rację- uśmiechnęłam się. Tym razem Justin zaparkował w miejscu, gdzie nie kręci się wiele osób, tłumacząc, że nie ma ochoty odganiać dzieciaków od swojego cacka. Dodał, że jeśli znalazłaby się na nim choćby jedna rysa mama ukatrupiłaby go.
- Gotowa?- zapytał Justin kiedy zgasił silnik.
- Nie, ale lepiej chodźmy- wzięłam głęboki oddech i wysiadłam z samochodu. Szliśmy ramię w ramię trzymając się za ręce. Czułam się jak na czerwonym dywanie. Większość spojrzeń zwróconych było na nas. Jedynymi osobami, które nie zwróciły na nas uwagi byli nasi, myślę, że mogę powiedzieć BYLI przyjaciele. Poczułam z tego powodu małe ukłucie w sercu, ale na dziś dzień nie chciałam się tym przejmować. Wkrótce potem rozbrzmiał dzwonek zwiastujący pierwszą lekcję. Rozstałam się więc z Justinem i w nadal dobrym humorze udałam się w stronę odpowiedniej klasy.
***
Pierwsza połowa dnia minęła całkiem znośnie. Muszę Wam powiedzieć, że nawet zamieniliśmy kilka słów z naszymi, chyba jednak nie przeszłymi, przyjaciółmi. Było trochę niezręcznie, ale obiecaliśmy, że wszystko im wyjaśnimy. Po naszemu. Ich nagła otwartość spowodowana była głównie tym, że Caroline nie pojawiła się w szkole. Harry gdzieś tam się kręcił, ale kiedy tylko mnie widział ulatniał się od razu.  Justin nie chciał zjeść lunchu w stołówce dlatego też udaliśmy się do pobliskiej pizzerii. Dziesięciominutowy spacer dobrze nam zrobił. Justin zapalił papierosa, za co go zganiłam, a ja rozprostowałam nogi, które wyjątkowo mnie bolały. Pewnie na zmianę pogody- nie pytajcie.
- Dziś mam dobry dzień, dlatego ty wybierasz jedzenie- Justin posłał mi uśmiech za tysiąc dolarów, po czym podał menu. Zamówiłam moją ulubioną pizzę- ze wszystkim.
- Nie żartuj- zaśmiał się brunet. Był święcie przekonany, że nabijam się z niego. Tyle, że ja byłam śmiertelnie poważna.
Z zamówieniem był jakiś kłopot, szczerze powiedziawszy nawet nie wiem jaki. W każdym razie po upływie około pięciu minut chłopak udał się do kuchni. Wszedł sobie do niej jak gdyby nigdy nic kompletnie ignorując protesty kelnerów. Po kilkunastu minutach, kiedy już zaczynałam się zastanawiać co się stało z brunetem, pojawił się niosąc całkiem sporych rozmiarów pudełko. Automatycznie zaburczało mi w brzuchu. Justin postawił przede mną pyszniutką pizzę.

- Otwórz- uśmiechał się jak głupi. Zdezorientowana zmrużyłam oczy. Posłusznie wykonałam polecenie i w pierwszej chwili nie wiedziałam o co tyle zamieszania, które wywoływał Brązowooki. I wtedy zobaczyłam. Na wieczku widniał wielki, niedbały napis „Będziesz moją dziewczyną? Tak oficjalnie?- xoxo, Justin <3”. W moich oczach pojawiły się łzy. Z tym wyjątkiem, że tym razem ze szczęścia.

***
Jeśli przeczytałeś, zostaw komentarz :))

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 23

PRZECZYTAJCIE! 

Hejka Kochani! 
Jak widzicie poprawiłam się i tym razem rozdział pojawił się szybciutko :)) Mam nadzieję, że się cieszycie!

Prosiłam, żebyście przeczytali tą wiadomość, gdyż mam dla Was kilka istotnych informacji (tak mi się przynajmniej wydaje, haha)
Po pierwsze, chcę was powiadomić, że następny rozdział nie pojawi się w tak krótkim czasie jak ten. Myślę, że będzie tak mniej więcej za dwa tygodnie. Dlaczego? Już wyjaśniam. Przez ten czas chcę wszystko porządnie przemyśleć. Mam na myśli fabułę opowiadania. Czuję, że muszę przeczytać je od początku spisując różne fakty o osobach, miejscach, które mogą szybko wylecieć mi z głowy. Pragnę, aby to fanfiction było spójne i wszystkie fakty zgodne. Następnie, chcę zaplanować po kolei akcję, tak żeby mieć wszystko dokładnie zaplanowane. Dlaczego to robię? Boję się, że za kilka rozdziałów pobłądzę w tym wszystkim, bo będzie tego najzwyczajniej w świecie za dużo. W tym roku naprawdę chcę się przyłożyć do tego bloga, traktować go tak jak powinnam była od samego początku. Mam w planach kilka rzeczy, drobnych zmian, nieważne. Wszystko wyjaśni się na początku września :)) Mam nadzieję, że mnie zrozumieliście! 
Po drugie, bardzo dziękuję Wam za wszystko, a przede wszystkim za to, że zostaliście ze mną <3 KOCHAM WAS ZA TO BARDZO MOCNO <3 Dziękuję za każde wyświetlenie, mimo, że nie jest ich nie wiadomo ile, bardzo cieszę się, że osiągnęłam mały sukces <3

Proszę Was skomentujcie rozdział i dodajcie mi trochę motywacji. Dla Was to dwie minuty, dla mnie banan na twarzy i ogromna chęć do dalszego pisania ;) 
Podpisujcie się pod komentarzami- chciałabym wiedzieć komu mogę być wdzięczna <3

Nie przynudzam Was już więcej, ENJOY <3

***

Katlin

- Oh, Katlin, czemu wróciłaś tak niespodziewanie? Właśnie mówiłam Harremu, że nie ma Cię do poniedziałku!- zawołała mama, prawie mnie przytulając na powitanie. Jednak w odpowiednim momencie powstrzymała się przypominając sobie, że między nami panują niezbyt dobre stosunki. Niepewnie popatrzyłam na Harrego, którego wzrok zwrócony był prosto na mnie. W jego oczach dostrzegłam smutek. Wiedział. Moje serce zagrało marsz żałobny.
- Gdzie postawić walizkę?- zapytał Justin wchodząc do domu. Widząc, co się dzieje zostawił ją w wejściu do salonu, posłał mi spojrzenie mówiące „Dasz radę, zadzwonię potem” i bez słowa wycofał się z pola bitwy. Byłam mu za to naprawdę wdzięczna.
- Co to było?- zapytała mama marszcząc czoło.
- Harry, musimy porozmawiać- oznajmiłam zupełnie ignorując moją rodzicielkę- Chodźmy na górę- powiedziałam udając się w stronę mojego pokoju mając nadzieję, że lokowaty podąży za mną. Jak się okazało chwilę później był tak wspaniałomyślny, że wziął nawet moją walizkę, o której ja oczywiście nie pomyślałam.
- Dziękuję- powiedziałam siadając na łóżku. Poklepałam ręką miejsce koło mnie, aby Harry dołączył do mnie. Nie zrobił tego. Kolejny sztylet w serce.
- Możesz mi powiedzieć, co to wszystko ma znaczyć?- zaczął siadając na krześle. Kiedy nie odezwałam się, znikąd wytrzasnął płytkę, którą wysłała mu Chloe- Myślę, że należą mi się jakieś wyjaśnienia.
- Czemu wróciłeś wcześniej?- zapytałam, uświadamiając sobie, że mój- pewnie już były- najwspanialszy chłopak na świecie miał być w domu dopiero w poniedziałek.
- Czy to takie ważne? Myślę, że mamy ważniejsze sprawy do omówienia- kiedy skończył swoją wypowiedź, wzięłam głęboki oddech, po czym zaczęłam mówić:
- Na początku, chciałam Cię bardzo przeprosić. Po tych czterech latach naprawdę nie zasługiwałeś na to, żebym tak Cię potraktowała. Musisz też wiedzieć, że mimo iż, jest coś między mną i Justinem, to nadal bardzo mocno Cię kocham. To co zobaczyłeś na tej płytce…
- Czekaj, o czym ty do cholery jasnej mówisz?- zapytał chłopak, unosząc brwi w geście zdezorientowania.
- A tobie o co chodzi?- zapytałam również wytrącona z panatykułu.
- Przyniosłem tylko nagranie twoje i Caroline, które dała mi jeszcze podczas wymiany. Byłyście na niej kompletnie pijane i w pewnym momencie powiedziałaś, że jestem kutasem. Kiedy Car zapytała Cię dlatego nagle posmutniałaś, ale nie odpowiedziałeś. Chciałem to wyjaśnić, ale widzę, że masz mi do powiedzenia coś zupełnie innego- kiedy słowa kolejno wypływały z jego ust miałam ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć i nigdy nie wrócić.
- O Jezu- szepnęłam chowając twarz w dłoniach. Przychodząc tu- nie wiedział. Zaczęłam cicho szlochać.
- Nie płacz, tylko powiedz coś. O czym ty mówiłaś?
- Ostatnio, trochę, a właściwie bardzo Cię okłamywałam. Wszystko zaczęło się od tej głupiej zamiany. Justin był nachalny, nawet bardzo. Mieliśmy kilka fajnych momentów, ale większość było tych złych. Nienawidziliśmy się, ale mimo wszystko coś nas do siebie ciągnęło. Kiedy byliśmy na działce u Maxa, w pierwszą noc po raz pierwszy pocałowaliśmy się. Nawet nie wiem jak do tego doszło. Po śmierci taty, bardzo mi pomógł. Wiem, że odpychałam Was wszystkich oprócz niego, ale to było dlatego, iż potrzebowałam kogoś kto wszystko mi wygarnie i Justin był i wciąż jest do tego idealny. Po tym jak troszkę się pozbierałam, a przynajmniej postanowiłam taką udawać postanowiłam rozstać się z nim, nawet się oficjalnie pożegnałam. Nie było jednak tak kolorowo, bo Justin postawił warunek. Odczepi się ode mnie jeśli spędzę z nim weekend i wtedy odpuści sobie mnie na zawsze. Musiałam się zgodzić, Harry. Także powciskaliśmy Wam wszystkim różne kity i pojechaliśmy. Nie wiem, ale coś się wtedy zmieniło. Wierz lub nie, ale był dla mnie naprawdę wspaniały i kochany. Nie oceniaj mnie, proszę- wzięłam głęboki oddech- Oto cała prawda- skończyłam swój długi monolog cała zasmarkana. Nie mogłam nawet spojrzeć na Harrego. Wiedziałam, że na jego twarzy ujrzę ból, którego nie zniosę- Mimo wszystko, kocham Cię, naprawdę- dodałam, kiedy zdałam sobie sprawę, że Brunet nie zamierza się odezwać.
- Daruj sobie- powiedział chłodno. Zapanowała niezręczna cisza. Miałam jeszcze dużo do powiedzenia, ale bałam się odezwać. Czułam do siebie wstręt. W tamtej chwili naprawdę żałowałam wszystkich chwil spędzonych z Justinem.
- Nawet nie wiem czemu wciąż tu jestem- dopowiedział lokowaty wychodząc z pokoju.
- Poczekaj, czemu nic nie mówisz?- zatrzymałam go na chwilę.
- Nie spodziewałem się tego po tobie. To wszystko co mam do powiedzenia. Do widzenia Katlin.
- Nie, Harry, proszę Cię, nie rób tego- szlochałam.
- Ty odwaliłaś za mnie całą robotę- odezwał się szyderczo po czym zostawił mnie samą.

Justin

Siedziałem w swoim pokoju, który znajdował się u dziadków i myślałem. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, dlatego zadzwoniłem do jedynej osoby, której naprawdę ufałem- Tylera .
- Co tam stary?- odebrał po czwartym sygnale.
- Wpadniesz do mnie? Musimy coś obgadać..
- Do Ciebie, czyli? Z tego co wiem mieszkasz w dwóch miejscach- zaśmiał się.
- Do dziadków, a do kogo. U rodziców nie byłem od dwóch tygodni- wyjaśniłem. Sam nie wiem co mi odpierdalało, ale zrobiło mi się głupio z tego powodu. Boże, co ta dziewczyna ze mną zrobiła. Mam na myśli Katlin oczywiście. Byłem święcie przekonany, że to jej wina.
- Spoko, spoko, będę u ciebie za pół godziny.
Jak powiedział, tak zrobił. Niecałe trzydzieści minut później mogłem cieszyć się widokiem mojego najlepszego przyjaciela.
- Opowiadaj- zaczął rozwalając się na moim łóżku- Jak Ci idzie z sam wiesz czym? A może masz mi coś więcej do powiedzenia?

Katlin

Minął długi, męczący tydzień. Czułam się jak wrak. To śmieszne jak nasze życie potrafi się zmienić w przeciągu kilkunastu dni, jak my zmieniamy się z dnia na dzień nawet nie zdając sobie  z tego sprawy. Pewnie zastanawiacie się jak teraz wygląda moje życie. Oh, odpowiedź jest prosta. Zostałam SAMA. Kompletnie sama. Bez Harrego, Caroline, przyjaciół… i Justina. Tak, nie odzywał się do mnie w ogóle, a w szkole mnie ignorował. Wszyscy się ode mnie odwrócili- prawie cała nasza paczka. Moja była przyjaciółka przedstawiła im historię, która w moim mniemaniu jest zupełnie inna od prawdy. W każdym razie jedyną osobą, która trzyma mnie w rydzach jest Max, który jako jedyny postanowił mnie wysłuchać. Nie pochwalał mojego zachowania, ale jednak nie osądził mnie. Przynajmniej się starał. Justina- podobnie jak mnie- również wszyscy ignorowali, ale on nie miał z tym problemu. Ha, pojawiał się tylko na określonych lekcjach. Gdybym uczęszczała do szkoły w sposób jaki on to robił również miała bym to wszystko gdzieś. Nie zapomnijmy jeszcze o publiczności- pozostałych uczniach szkoły, którzy byli nieźle zdezorientowani naszą kłótnią. Na szczęście nie znali szczegółów, a nikt z osób wtajemniczonych nie puścił pary. Dzięki Bogu.
- Katlin, obiad!- krzyknęła mama wyrywając mnie tym samym ze stanu odrętwienia z którym się znajdowałam. Bez żadnych grymasów udałam się do jadalni. Warto chyba też wspomnieć, że moje relacje z rodzicielką ociepliły się w znacznym stopniu. Dlaczego? Postawmy sprawę jasno- potrzebowałam jej. Jak cholera. Nawet jeśli byłam na nią wściekła przez ostatni czas. Tak to już jest. Jeśli kogoś kochacie, to nie ważne jak mocno Was zranił i tak mu wybaczycie. Zajmie Wam to trochę, ale prędzej czy później to zrobicie. Jeśli tego nie doświadczyliście musicie uwierzyć mi na słowo.
- Co dziś upichciłaś?-  zapytałam wymuszając uśmiech.
- Tortillę- odpowiedziała ciepło.
- Mniam, mniam- powiedziałam siadając do stołu. Chwilę potem zajadałyśmy się pysznym obiadem. Co jak co, ale mama kucharką jest znakomitą.
- Co robisz po południu?- zapytała przerywając ciszę, jaka panowała między nami.
- Siedzę w domu- wzruszyłam ramionami. Nic nowego.
- Nie chcesz gdzieś wyjść?
- Z kim, mamo? Tak się wyfrajerzyłam, że nie mam nikogo.
- No dobrze, to może chcesz pojechać ze mną odwiedzić tatę?- zaproponowała.
- I tak nie mam nic lepszego do roboty- uśmiechnęłam się. Od pogrzebu ojca chodzę na cmentarz prawie codziennie. Może to głupie, ale stał on się w pewnym sensie moim drugim domem. Wiecie, siadam sobie na ławeczce i gadam jak idiotka. Czuję jednak obecność taty. Zdaję sobie sprawę, że bardzo mnie wspiera, nawet jeśli nie mogę go zobaczyć i przytulić.
- Za ile jedziemy?
- Jak tylko posprzątam po obiedzie.
- Okej. Dziękuję, było pyszne.- ścisnęłam ramię rodzicielki, po czym udałam się do swojego pokoju żeby się przebrać. Wcisnęłam się w czarne rurki, szarą bluzę i czarne converse. Włosy spięłam w kucyk, bo były tak spuszone, że nie zniosłabym ich rozpuszczonych. Oficjalnie mogłam wyjść do ludzi.
- Kat, schodź na dół- wychodzimy!- krzyknęła mama.
- Jestem, jestem- mruknęłam pojawiając się w przedpokoju.
Droga na cmentarz upłynęła w ciszy. Żadna z nas nie chciała się odezwać. Tak było zdecydowanie lepiej. Jeśli chodzi o mnie- myślałam i jak zwykle wszystko wyolbrzymiałam. Zastanawiałam się dlaczego Justin tak po prostu mnie olał. Na dodatek bez żadnego wyjaśnienia! Co do postawy Harrego i Caroline nie miałam żadnych zastrzeżeń. Nienawidzili mnie do szpiku kości, więc oczywistym było, że posyłali mi zimne spojrzenia, wytykali palcami i nastawiali przeciwko mnie wszystkich naszych wspólnych znajomych. Cóż, muszę przyznać, że nieźle wychodziło im sprowadzanie mnie na dno. Pewnie myślicie teraz, że jestem kretynką- nie dość, że sama wpakowałam się w ten cały ‘romans’ z Justinem to jeszcze robię z siebie ofiarę i narzekam, że kiedy wszystko wyszło na jaw zostałam odrzucona. Jednak musicie próbować mnie zrozumieć- w bardzo krótkim czasie przydarzyło mi się wiele tragedii. Mniejszych i większych. Ledwo pozbierałam się z jednej, nadchodziła druga. Śmierć najbliższej mi osoby- taty, była dla mnie tak wielkim ciosem, że do dziś nie zdołałam się po tym do końca pozbierać. Nie minęło zbyt wiele czasu od tego wydarzenia co jest tym bardziej zrozumiałe. Błądząc po omacku znalazłam oparcie- Justina. Był dla mnie światełkiem w tunelu, pocieszał mnie i postawił do pionu. To dzięki niemu stanęłam na nogi w tak krótkim czasie. Stał się dla mnie osobą ważną, ale wiedziałam, że posiadam inne zobowiązania. Postanowiłam więc zerwać kontakt z owym brunetem, jednak jak się okazało postawił mi warunek- weekend poza miastem. We dwoje. Zgodziłam się i przysięgam naprawdę miałam zamiar to skończyć. Jednak podczas tego wyjazdu coś we mnie pękło. Całkowicie poddałam się urokowi Justina i tak oto wylądowałam w tej beznadziejnej sytuacji. Pewnie zastanawiacie się po co to opisałam. Otóż, chcę abyście zrozumieli moje teraźniejsze zachowanie. Po części również pragnę się usprawiedliwić. Po śmierci ojca Justin stał się dla mnie deską ratunku. Teraz, kiedy straciłam najbliższe mi osoby, które traktowałam jak rodzinę, potrzebowałam go, bo bez niego najzwyczajniej świecie tonęłam.
- Jesteśmy na miejscu. Katlin, halo!- z głębokiego zamyślenia w którym się znajdowałam wyrwał mnie głos mamy, która nie dość, że mówiła o kilka tonów wyżej niż zwykle, to jeszcze na dodatek machała mi ręką przed twarzą.
- Przepraszam, odpłynęłam na moment- przyznałam nieśmiało.
- Już myślałam, że coś Ci się stało- rodzicielka najwyraźniej odetchnęła z ulgą- Siedziałaś nieruchomo, parzyłaś się przed siebie i nie docierały do Ciebie żadne bodźce z zewnątrz.
- Przepraszam- mruknęłam po raz kolejny. Nie miałam zielonego pojęcia o tym, że mój stan był tak… dziwny.
- Nic się nie stało, ale proszę nie rób mi tego więcej.
***
Odwiedziny taty zajęły nam całe popołudnie. Nawet nie wyobrażacie sobie jak miło było posiedzieć przy grobie ojca z rodzicielką u boku. Nie, nie wybaczyłam jej do końca. Wiem, że musiałyśmy poważnie porozmawiać- w końcu zdradziła tatę i na dodatek była w ciąży z innym mężczyzną. Jednak postanowiłam o tym zapomnieć choć na chwilę i na szczęście udało mi się.
- Dziękuję, że pojechałaś ze mną- odezwała się mama kiedy już wróciłyśmy.
- Nie ma za co. Potrzebowałam tego- powiedziałam i po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy przytuliłam ją. Stałyśmy w ciasnym uścisku. Po chwili usłyszałam cichy szloch.
- Mamo, proszę, nie płacz.
- Katlin, tak się cieszę, że nasze stosunki się poprawiły. Wiem, że mi nie wybaczyłaś i, że musimy porozmawiać, ale i tak bardzo Ci dziękuję.
- Porozmawiamy jutro. Wiesz, co mam na myśli- odezwałam się niespodziewanie zaskakując nie tylko matkę, ale również samą siebie.

- Jak chcesz, Kochanie- moja rodzicielka po raz ostatni otarła oczy opuszkami palców, po czym udała się do salonu. Rozsiadła się na kanapie ze swoim ulubionym czasopismem, włączyła muzykę dla nastroju i odpłynęła. Był to jej ulubiony sposób spędzania czasu wolnego. Nigdy tego nie rozumiałam, no ale nie ważne. Każdy lubi coś innego. Znudzona udałam się do swojego pokoju. Rozłożyłam się na łóżku wraz z laptopem i przeglądałam różne blogi, Tumblr’a, słuchałam muzyki. Chciałam poczuć się jak za dawnych czasów. Nie dane było mi jednak zbyt długo delektować się chwilą. W całym domu rozbrzmiał dzwonek oznajmiający, że ktoś przyszedł nas odwiedzić. Nie ruszyłam się z miejsca mając nadzieję, że mama podejdzie i przywita gościa. Byłam pewna, że to ktoś do niej. Pomyliłam się. Kilka minut później do mojego pokoju wparował nie kto inny jak Justin Bieber. Złość jaka zgotowała się we mnie na jego widok była nie do opisania. Zerwałam się z łóżka, porządnie zamachnęłam i nie zastanawiając się nad konsekwencjami z całej siły uderzyłam bruneta w twarz.

***
Jeśli przeczytałeś, zostaw komentarz :)) 

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 22

Katlin
Rażące promienie słoneczne dostające się do pokoju były nie do zniesienia. To właśnie one spowodowały, że nie spałam od jakiejś godziny. Jedyne co mogłam zrobić to leżeć- na dodatek nieruchomo, gdyż Justin przygniatał mnie całym ciężarem swojego ciała. Tak, spałam z nim. Jednak nie w takim sensie jak myślicie. Po prostu po tym, jak przeniósł mnie z tej nieszczęsnej kanapy nie miałam siły kłócić się z nim, więc pozwoliłam mu zostać. Miał mnie w żaden sposób nie dotykać, ale cóż, wyszło jak wyszło. Postanowiłam sięgnąć po telefon, który znajdował się na szafce nocnej. Nie chciałam obudzić uroczo śpiącego bruneta i na szczęście udało mi się zdobyć urządzenie bez większego kłopotu. Znudzona przeglądałam Instagram, kiedy zauważyłam, że Chloe dodała zdjęcie z wczorajszego wieczoru. Oczywiście, byłam na nim ja- siedziałam na kolanach Justina. Znajdowaliśmy się na drugim planie, ale mimo wszystko byliśmy dobrze widoczni. Na dodatek robiłam do bruneta głupią minę. Przypływ negatywnych emocji jakie poczułam do tej dziewczyny w tamtym momencie sprawił, że zerwałam się z łóżka budząc przy tym brązowookiego. Szybko wybrałam numer głupiej brunetki, a zdezorientowany Justin patrzył na mnie jakbym była kosmitką.
- Instagram Chloe- powiedziałam wykonując jakiś bliżej niezidentyfikowany ruch ręką, która nie trzymała komórki. Chłopak natychmiast sięgnął po swój telefon.
- Halo?- przywitał mnie głos zaspanej ‘koleżanki’. Od razu zaczęłam się drzeć:
- Usuń to zdjęcie Głupia Krowo!- krzyknęłam.
- O co chodzi? Kto mówi?- ziewnęła.
- Katlin, Idiotko! Czemu wstawiłaś zdjęcie z wczoraj, na którym widać MNIE i JUSTINA?
- Przecież nie było Was widać- powiedziała wyraźnie zadowolona. Boże, nienawidzę jej.
- Nie udawaj głupiej! Usuń to, natychmiast- wydarłam się.
- To i tak nie ma sensu, więc uspokój się- spokojny ton jej głosu sprawiał, że miałam ochotę krzyczeć jeszcze głośniej.
- Niby czemu?
- Harry polubił mi to zdjęcie, więc co za tym idzie- musiał je widzieć. Zresztą to nie jest istotne. Do twojej NAJLEPSZEJ przyjaciółki i WSPANIAŁEGO chłopaka idzie już płytka z nagraniem, jak całujesz się z Justinem- powiedziała, a moja szczęka znalazła się na podłodze.
- Co?- to było jedyne co zdołałam wykrztusić. Prawie rzuciłam komórką. Na szczęście tak się nie stało, gdyż brązowooki w odpowiednim momencie mi go zabrał i sam rozpoczął konwersację z Chloe. Zrezygnowana usiadłam na łóżku i schowałam twarz w dłonie. Jak myślicie- co zaczęłam robić? Bingo! Ryczeć. Nie wiem ile tak sobie płakałam, ale w pewnym momencie poczułam oplatające się wokół mnie ramiona Justina.
- Ćiiii- wyszeptał- wszystko będzie dobrze. Jakoś się z tego wytłumaczymy.
- Niby jak?- załkałam- Ta dziwka wysłała taśmę jak się całujemy. Skąd niby ją miała?- zapytałam retorycznie.
- Nie mam pojęcia Kat- powiedział Justin ze zmęczeniem w oczach- Co robimy?
- Wracamy do domu. Nie ma sensu tu zostawać.
- Jesteś pewna?
- A niby co miałoby mnie tu trzymać?
- W mieście czekają na nas same kłopoty. Tutaj moglibyśmy się jeszcze chwilę wyciszyć i wrócić jut…- wypowiedź Justina przerwało głośne pukanie do drzwi- CO DO KURWY- krzyknął brunet, po czym poszedł otworzyć. Oczywiście poszłam za nim. Był to cholerny błąd.
- Co tu robisz?- zapytał wyraźnie przerażony Justin, kiedy tylko zobaczył kto przyszedł nas odwiedzić.
- JESTEŚ TU Z TĄ DZIWKĄ?- krzyknęła Caroline, po czym weszła do środka. To właśnie ona była osobą, która nas odwiedziła. Wiedziałam, że to koniec- mojej przyjaźni z nią i związku z Harrym- TO PRAWDA?- dodała,  a ja próbowałam się wymknąć z pomieszczenia. Możecie przypuszczać, że nie udało mi się. Przy okazji potknęłam się i cała uwaga blondynki skupiona była na mnie. Kiedy tylko mnie ujrzała zaczęła biec, a następnie okładać pięściami i szarpać za włosy. Próbowałam się bronić. Bezskutecznie. Była dużo silniejsza, czego na pewno się nie spodziewałam. Na dodatek zachowywała się jak nie ona- JAK MOGŁAŚ MI TO ZORBIĆ? TYLKO TY WIEDZIAŁAŚ, JAK BARDZO GO KOCHAM. NIENAWIDZĘ CIE, ROZUMIESZ!? NIE MOGĘ NA CIEBIE PATRZEĆ. JESTEŚ ZASRANYM GÓWNEM! EGOISTKĄ! GŁUPIĄ KROWĄ! SUKĄ! ŚWINIĄ!- w końcu zabrakło jej przezwisk i ku mojemu zdziwieniu przestała mnie okładać. Zamiast tego siadła na kanapie i zaczęła płakać. Nie wiedziałam co mam zrobić.

Justin

To było piekło. Dosłownie. Nie mogłem uwierzyć w scenę, która odgrywała się przede mną. W życiu nie podejrzewałbym, że Caroline zna tyle przekleństw. Prawie nigdy ich nie używała. Na dodatek biła biedną Katlin gdzie popadnie. Była jak w amoku. Ja również. Stałem pośrodku salonu jak kołek i zupełnie nie wiedziałem co robić. Podświadomość podpowiadała mi, że powinienem odciągnąć szaloną blondynkę, jednak w momencie, kiedy miałem się za to zabrać- o dziwo- sama się uspokoiła. Jak gdyby nigdy nic usiadła i zaczęła ryczeć. Zmieszany postanowiłem podejść do Katlin, gdyż ta wyglądała jakby za chwilę miała zwymiotować.
- Wszystko w porządku?- zapytałem, pomagając jej wstać. Pod okiem miała porządne zaczerwienienie, a z nosa ciekła jej strużka krwi. W życiu nie spodziewałbym się, że moja- chyba już ex- dziewczyna byłaby zdolna do czegoś takiego.
- Jest okej- powiedziała trochę zmieszana- Idę do łazienki, a ty zajmij się Caroline- poinstruowała mnie.
- Car..- zacząłem spokojnie, kiedy brunetka znikła mi z pola widzenia.
- Proszę Cię, nic już nie mów- powiedziała nie patrząc mi w oczy- Chociaż nie, chwila. Jak długo to trwało?
- Właściwie to od tej zamiany- przyznałem szczerze. Miałem dosyć kłamstw, w których znając mnie i tak bym się poplątał- ale tak bardziej na poważnie to nie wiem, dwa, może trzy tygodnie?
- Nigdy mnie nie kochałeś, prawda?- miało to być chyba pytanie retoryczne, jednak zdecydowałem się na nie odpowiedzieć.
- Kochałem i nadal kocham. Po prostu.. nie wiem, tak wyszło?- powiedziałem zgodnie z prawdą. Naprawdę darzyłem jakimiś uczuciami tą piękną blondynkę. Dobra, może jej nie kochałem, bo umówmy się- nie byłem do tego zdolny. Jednak to co czułem do Katlin było zupełnie inne i właśnie dlatego nie dawało mi spokoju.
- Nie bądź żałosny. Ciągle mnie okłamywaliście. Nie mogę w to uwierzyć. Najlepsza przyjaciółka z chłopakiem. Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach, a tu proszę jaka niespodzianka- zakpiła.
- To wszystko moja wina- stwierdziłam- ja naciskałem na Katlin. Ona nie jest winna.
- Oboje jesteście- wysyczała przez zęby- może mi powiesz, dobra jest w pieprzeniu?
- Do niczego między nami nie doszło- na razie- dodałem w myślach.
- Myślisz, że Ci uwierzę? Jak mogłam być taka głupia, nic nie zauważyć. Dopiero teraz widzę detale.
- Tyle, że to prawda- wzruszyłem ramionami. Na kilka minut zapadła niezręczna cisza, którą przerwało wejście Katlin. Tak jak podejrzewałem, pod jej okiem znajdował się filetowy siniak. Natychmiast podszedłem do lodówki i wyjąłem trochę lodu, który podałem brunetce. Przez chwilę się opierała, jednak ostatecznie poddała się i wzięła ode mnie zmarzlinę.
- Możemy porozmawiać?- zapytała Kat zwracając się bezpośrednio do Caroline, która bacznie nas obserwowała.
- Nie mamy o czym- wypaliła blondynka- Właściwie to nie przeszkadzajcie sobie. Wracam do Jacksonville.
- Nie mów tak, przecież korona Ci z głowy nie spadnie jak mnie wysłuchasz.
- Przykro mi, ale naprawdę nie mam ochoty słuchać twoich kłamstw. Życzę Wam szczęścia. Pasujecie do Ciebie- powiedziała ze łzami w oczach,  po czym wyszła na zewnątrz trzaskając drzwiami. Zrozpatrzona brunetka chciała za nią pobiec, jednak powstrzymałem ją.
- To nie ma sensu.
- Nie rozumiesz, Justin- załkała- Właśnie straciłam NAJLEPSZĄ przyjaciółkę, z którą trzymam się od malutkiego.
- Mogę Ci zagwarantować, że jak ochłonie porozmawia z tobą- próbowałem ją pocieszyć, jednak bezskutecznie.
- Proszę, wracajmy do domu.
- Nie ma sprawy, Księżniczko.
***
Droga powrotna była dla mnie czymś nie do zniesienia. Tak strasznie bałam się konsekwencji. Pokonywaliśmy jeden kilometr za drugim, podczas gdy ja próbowałam poukładać sobie co nieco w głowie. Mój brat pech sprawił jednak, że nie potrafiłam.
- Co teraz będzie, Justin?- przerwałam ciszę, która panowała między nami odkąd ruszyliśmy w stronę Jacksonville.
- Nie wiem- odpowiedział szczerze- Musimy po prostu trzymać się razem.
- Nienawidzę siebie. Jestem najgorszą przyjaciółką i dziewczyną pod słońcem.
- Nie przesadzaj.
- Daj spokój, wszyscy znamy prawdę- po moich dosyć ostrych słowach zapadła głucha cisza. Żadne z nas nie miało ochoty się odezwać, tym bardziej, że rozmowa nie należała do tych słodkich i przyjemnych.
- Powiedz mi tylko jedno, proszę- odezwał się w końcu Justin, Zrobił to w idealnym momencie, bo nasza niezręczna cisza zaczynała mnie zżerać- Żałujesz tego co zrobiliśmy? Tego, co jest między nami?- swoimi pytaniami brunet naprawdę mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się usłyszeć ich od niego.
- Proszę, nie zadawaj mi takich pytań. Nie w tym momencie- jęknęłam zgodnie z prawdą.
- Chciałem tylko wiedzieć, czy było warto..
- BYŁO- szepnęłam niepewna czy mnie usłyszał. Nawet jeśli- nie odezwał się ani słowem. Chwilę potem zamknęłam oczy i wykończona całym gównem w które się wpakowałam najzwyczajniej w świecie zasnęłam.
***
- Księżniczko, wstawaj- usłyszałam ciepły głos Justina tuż nad moim uchem. Jego oddech gilgotał mnie po szyi, co uświadomiło mi jak blisko mnie się znajdował. Na samą myśl o tym poczułam motylki w brzuchu.
- Czemu?- wychrypiałam zaspanym głosem.
- Może dlatego, że stoimy pod twoim domem?- zapytał żartobliwie, a na mnie momentalnie spadł ciężar problemów, które sama sobie przysporzyłam. Przez tą krótką chwilę po przebudzeniu miałam wrażenie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Od razu poderwałam się z pozycji pół- leżącej, w jakiej się znajdowałam i bez żadnego ociągania wysiadłam z samochodu. Zdziwiony Justin poderwał się za mną.
- Weźmiesz moje rzeczy?- zapytałam słodko się uśmiechając.

- Jasne- odpowiedział,  i od razu sięgnął do bagażnika po mój niewielki bagaż. Po części zadowolona weszłam do domu. Moja mina zrzedła natychmiast kiedy zobaczyłam Harrego siedzącego przy stole gawędzącego z mamą.

***
Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :))