sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 15


Katlin

- To nie jest dziecko twojego taty- powiedziała moja matka. Łzy płynęły jej ciurkiem po policzkach, ale mnie to nie obchodziło. Wpadłam w furię.
- POWIEDZ, ŻE ŻARTUJESZ- zażądałam.
- Daj mi wytłumaczyć. Wcale nie jest tak, jak myślisz.
-  A JAK?- krzyknęłam.
- Ja tego nie chciałam, naprawdę- zaczęła wyjaśniać, ale ja nawet nie miałam zamiaru jej słuchać.
- Jesteś świetną aktorką- zaszydziłam- Jest Ci pewnie na rękę to, że ojca już nie ma. Będziesz mogła się puszczać z kim chcesz!
- Jak możesz?- zapytała.
- Zdradziłaś tatę- wycedziłam przez zęby.
- Wiem, ale…- zaczęła jednak jej przerwałam.
- Nie chcę tego słuchać, rozumiesz?- ponownie podniosłam swój ton- Trzymaj się ode mnie z daleka. Nie chcę Cię znać!
- Jestem twoją matką…
- JA JUŻ NIE MAM MAMY!- wydarłam się, po raz kolejny jej przerywając. Łzy płynęły mi po policzkach, ale ignorowałam je. Niemal wybiegłam z tego przeklętego pokoju trzaskając drzwiami. Nie odwróciłam się za siebie. Szłam szybkim krokiem rycząc w najlepsze. Nie wiedziałam dokąd idę, ale kiedy zobaczyłam zatroskaną twarz Justina, który zmierzał w moim kierunku – dowiedziałam się. Wszystko czego teraz potrzebowałam to jego ciepło.
***
Stałam niemalże nieruchomo drżącą ręką trzymając parasol. Znajdowałam się na cmentarzu razem z kilkudziesięcioma innymi osobami. To był ten dzień- pogrzeb taty. Przez ostatnie dni wiele się działo. Byłam pochłonięta ogromem różnych spraw, między innymi uciszaniem mediów, co było niezwykle trudne. Od czterech dni nie zmrużyłam oka, ani nic nie zjadłam. Byłam świadoma tego, że w każdej chwili mogę zemdleć, ale póki jeszcze się to nie stało wszystko było okej. Caroline, Harry i reszta moich przyjaciół byli ze mną cały czas. Gdy tylko dowiedzieli się o … no wiecie od razu przyjechali. Odpychałam ich jak tylko mogłam, ale oni mimo wszystko pchali się z łapskami do mojego życia, które pozbawione było wszelkich barw. Jeśli chodzi o mamę… nie odzywałam się do niej i dzięki Bogu nie pojawiła się na pogrzebie. Nie zniosłabym jej widoku. Z tego co wiem nadal jest w szpitalu. Naprawdę mnie to nie obchodzi.
- Katlin- szepnął do mnie Harry wyrywając mnie z zamyślenia- twoja kolej.
-Dziękuję- powiedziałam cicho, po czym wyszłam na środek. Spojrzałam na grób taty i odezwałam się pełnym emocji głosem- Nienawidzę pogrzebów, wiecie?- miałam przygotowaną wcześniej mowę, ale w ostatniej chwili stwierdziłam, że tata życzyłby sobie, abym na jego ostatnim pożegnaniu mówiła prosto z serca- Od dziecka rodzice zabierali mnie na nie, a ja nigdy nie wyrażałam do tego chęci. Myślę, że mnie rozumiecie- naprawdę w dupie miałam to, że byli tutaj najważniejsi prawnicy w całym Jacksonville. Mówiłam do rodziny- Często żegnałam nieznane mi osoby i zawsze zastanawiałam się dlaczego ludzie płaczą. Nie powinni. Założę się, że w niebie jest lepiej. Tak samo mawiał mi tata. Teraz jednak rozumiem ich doskonale. Przez ostatnie dni nie robiłam nic innego jak tylko mazałam się i za chwilę zapewne znów to zrobię. Tatusiu- spojrzałam na grób- dlaczego mnie zostawiłeś w chwili kiedy najbardziej Cię potrzebowałam? Nie zdążyłam nawet się pożegnać- łzy mimowolnie popłynęły mi po policzkach- Tutaj ostrzeżenie dla Was- zwróciłam się do tłumu ludzi- Traktujcie najbliższych w sposób jakbyście mieli nigdy więcej ich nie zobaczyć, bo nigdy nie wiadomo kiedy ich zabraknie. Śmierć jest nieprzewidywalna - zatrzymałam się na moment- Tak naprawdę nie dociera do mnie to, że taty już nie ma, że już nigdy się do niego nie przytulę, nie powiem, że go kocham, a nawet nie chcę przyjąć do siebie myśli, że już nigdy się z nim się pokłócę. To straszne- rozejrzałam się po ludziach. Większość płakała razem ze mną, co bardzo mnie zdziwiło, bo mówiłam bez ładu i składu- Mimo to wszystko tatuś zawsze będzie przy mnie. W moim sercu. Nie ważne jest to, że nie ma go tutaj ze mną materialnie. Jako duch zawsze będzie mnie wspierał, pomagał podejmować właściwie decyzje. Wiem, że nie zostawiłby mnie tutaj, na tym okropnym świecie, bez opieki, którą sam mi zapewni. Jestem pewna, że obserwuję tą przemowę z góry i kiwa głową na znak, że mówię prawdę. Kocham Cię tatusiu i zawsze będę- powiedziałam kierując głowę ku niebu, po czym wtopiłam się w tłum. Wpadłam prosto w ramiona Harrego.
-Byłaś świetna- powiedział.
- Daj spokój. Każdy wie, że wypadłam beznadziejnie- warknęłam i oddaliłam się od niego. Nie poszedł za mną, bo wiedział, że i tak go odtrącę, jak setki razy w poprzednich dniach. Ksiądz odprawiał dalszą część końcówki uroczystości, ale ja już go nie słuchałam. Pogrążona byłam we własnych, żałobnych myślach.
***
Po skończonej uroczystości każdy podchodził i składał mi kondolencje. Większość wypytywała również o matkę, ale ignorowałam te pytania. Postanowiłam, że nie będę urządzać żadnej stypy, ani nic w ten deseń, dlatego też, cała rodzina, jak przyjechała tak szybko wyjechała po pogrzebie. Bardzo milusio, że nikt nie zainteresował się mną, jak sobie radzę, nie porozmawiał ze mną. Kochana rodzinka.
- Katlin- powiedziała Caroline mocno mnie przytulając.
- Chcę zostać sama- powiedziałam pewnie- Posiedzę tutaj przez chwilę.
- Proszę Cię, nie odtrącaj nas.
- To nie tak. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele rzeczy na mnie spadło ostatnio. A wiesz co jest najgorsze? To jeszcze nie koniec. Nadal pozostaje sprawa policjantów, testamentu i mojej matki.
- Zawsze jestem z Tobą, pamiętaj o tym- pocałowała mnie w policzek.
- Wiem, dziękuję. Mocno Cię kocham- powiedziałam, po czym oddaliłam się od niej. Przy grobie kręciło się jeszcze parę osób, ale zobaczywszy mnie szybko się zmyły. Ekipa, która zakopywała zwłoki ojca również zamierzała opuścić cmentarz. Po chwili pozostałam tylko ja pośród kilkuset wieńców okalających grób taty. Usiadłam na ławeczce nie zważając na to, że była cała morka od deszczu, który padał. Już nie trzymałam nas sobą parasola. Nie miałam na to siły, ani ochoty.
- Widzisz tato- odezwałam się cicho- Nic już nie jest takie samo. Minęło tylko kilka dni, ale..- łzy mimowolnie zaczęły tworzyć się w kącikach oczu- Mam wrażenie, że nie ma Cię bardzo długo. Okropnie mi Ciebie brakuje. Nawet naszych kłótni. Oddałabym wszystko, żebyś mógł być tutaj teraz. Jeszcze ta sytuacja z mamą. Nie przyszła nawet na twój pogrzeb! Jest w ciąży z jakimś kutasem. Nie wiem co mam o tym myśleć. Z tego co słyszałam to jutro wypisują ją ze szpitala. Ugh, wiem, że nie mam wyjścia i będę musiała z nią mieszkać, ale to takie trudne. Wszystko zaczęło się od tego pocałunku z Justinem. Nadal tak bardzo żałuję. Harry i Caroline są dla mnie ogromnym wsparciem, a ja jestem taka okropna i brutalnie ich zdradziłam. Czuję do siebie odrazę. Bardzo chciałabym im powiedzieć, ale nie dam rady znieść nienawiści z ich strony. Jestem egoistką, wiem. Przepraszam tato. Przepraszam za to, że nie jestem idealną córeczką, ale proszę uwierz, bardzo bym chciała nią być- zakończyłam swój monolog cała zapłakana. Właściwie ostatnio nie robiłam nic innego. Wstając zachwiałam się na nogach. Wcale nie zdziwiłabym się gdybym zemdlała. Od czasu feralnego wypadku nie zjadłam kompletnie nic, a snu również było jak na lekarstwo. Nie był to żaden rodzaj buntu. Po prostu czułam, że kiedy tylko jakiekolwiek jedzenie znajdzie się w moich ustach natychmiast zostanie zwrócone.
***
Siedziałam w pustym i ciemnym domu kompletnie sama. Wszędzie porozrzucane były śmieci, których nie chciało mi się posprzątać. W pewnej chwili mój telefon zaczął dzwonić. Początkowo go ignorowałam, ale kiedy byłam pewna, że osoba się nie podda niechętnie odebrałam.
- W końcu odebrałaś!- usłyszałam ciepły głos mojej przyjaciółki. Wiem, że nie powinnam, ale mimowolnie się skrzywiłam. Ona wraz z Hazzą nieustanie posyłali mi współczujące i pełne troski spojrzenia, których nie potrzebowałam. Jeśli mam być szczera miałam wrażenie, że potrzebna mi osoba, która swoim podejściem do życia i nienawiścią do mnie postawi mnie choć trochę na nogi. Wcale nie pomyślałam o Justinie, w ogóle.
- Ciebie też miło słyszeć- zdobyłam się na przyjazny ton.
- Tak sobie siedzimy właśnie i pomyślałam, czy nie chcesz żeby do Ciebie wpaść?- zapytała kompletnie mnie ignorując.
- Z kim wpaść do mnie?- zapytałam zdezorientowana.
- No, a jak myślisz?
- Emmm, nie wiem?- znaczy się podejrzewałam, że powie mi, że jest z brunetem, ale co tam, będę wredna i dociekliwa.
- Harrym i Justinem- powiedziała, a ja zrobiłam minę w stylu ‘tego się nie spodziewałam’. Szkoda tylko, że nie mogła mnie zobaczyć.
- Co ty z nimi robisz i dlaczego jeszcze się nie pozabijali?- zapytałam kompletnie wybita z panatykułu.
- Długa historia, opowiem Ci jak już będziemy u Ciebie- odezwała się tym swoim jak zawsze kochanym tonem, po czym szybko się rozłączyła. Aha. Nic z tego nie rozumiałam. Zadzwoniła do mnie tylko po to, żeby powiedzieć mi, że jest z chłopakami i, że zaraz do mnie przyjadą. Nie no super. Tylko teraz tego potrzebowałam. Niechętnie wstałam z kanapy i  udałam się do włącznika światła, aby następnie ogarnąć dom choć trochę. W gruncie rzeczy nie było aż tak źle jak mi się wydawało. Pomijając porozrzucane papierki po jedzeniu i ubrania było całkiem przyzwoicie. Po upływie pół godziny uporałam się ze wszystkim. Podczas sprzątania zauważyłam pewną dosyć ciekawą dla mnie rzecz- oderwałam się na chwilę od ponurych myśli. To znaczy ciągle czułam na sobie ciężar ostatnich wydarzeń, ale moją głowę zaprzątały inne rzeczy. Spodobało mi się to dlatego postanowiłam, że jutro dokładnie wysprzątam całą posiadłość. Przy okazji, zdałam sobie sprawę, że w następnym tygodniu będę musiała wrócić do szkoły, co wcale mi się nie uśmiechało. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi.
- Otwarte!- krzyknęłam, gdyż nie chciało mi się ruszać tyłka z wygodnej kanapy.
- Cześć Misiaczku- powiedziała wesoła Caroline, po czym mocno mnie przytuliła.
- No siemka- uśmiechnęłam się słabo. Następnie szybko przywitałam się z Harrym i Justinem, którego niespodziewanie przytuliłam. Tak, nie tylko dla mnie było to zaskoczenie, ale dla wszystkich w tym domu również.
- Jak się czujesz?- zapytał z troską Lokowaty, a ja nie wytrzymałam.
- Przestańcie się mnie pytać jak się czuję! To jest okropne! Co mam wam powiedzieć? Czego ode mnie oczekujecie? Myślicie, że powiem, że jest wspaniale? Tego oczekujecie? Nie! Jest najgorzej! Mój tata nie żyje! Mam problem z matką! Wszystko jest do bani, a wy myślicie, że tak normalnie zacznę się uśmiechać?- słowa wydobywały się z moich ust bardzo szybko i nieprzemyślanie. Wpadłam w jakiś amok. Nie mogłam się powstrzymać i kontynuowałam- Przestańcie się tak na mnie patrzeć jakbym była jakimś pieprzonym alienem! Nienawidzę tego ciągłego współczucia, uważania na słowa! Czy wy myślicie, że ja tego nie widzę? Ślepa nie jestem! Mam Was wszystkich dosyć! Idźcie sobie i zostawcie mnie samą!- krzyknęłam po raz ostatni. Szybko wybiegłam z salonu i udałam się do mojego pokoju, gdzie dałam upust łzom.

Justin

- Co się z nią dzieje? Nie poznaję jej- jęknęła Caroline z trudem powstrzymując łzy.
- Czemu nie możecie zrozumieć, że należy dać jej trochę przestrzeni- odezwałem się pewnym tonem. Kto jak kto, ale ja rozumiałem ją najlepiej, ale oni przecież tego nie wiedzieli. Nikt nie wiedział.
- Jak mogę dać czas osobie, która z dnia na dzień się ode mnie oddala?- zapytał Harry z wyraźnym wyrzutem. Naprawdę nie ogarniałem tego gościa.
- Przeżyła straszny szok…- zacząłem, lecz nie dane mi było dokończyć, gdyż w rogu ujrzałem zapłakaną Kat. Poczułem ukłucie w sercu. Nie dlatego, że było mi jej żal. Chodziło mi bardziej o to, że to nie koniec cierpienia dla niej. Nie byłem pewny czy ta istotka zniesie to co los dla niej zaplanował. Cholera, jestem debilem, że się w to wpakowałem. W rzeczywistości nie byłem, aż tak zły.
- A co wy tu robicie?- zapytała zdenerwowana brunetka- Błagam Was idźcie sobie stąd.
- Nie było Cię tylko przez chwilę- powiedziała cicho Caroline. Kurde, ona ma chyba watę zamiast mózgu, naprawdę! Takie rzeczy wygadywać, czy ona nie widzi, że Katlin ledwo stoi ?
- Ej, chodźmy jak nie chce nas widzieć- odezwałem się pewnie, za co brunetka posłała mi pewne wdzięczności spojrzenie.
- Nie zostawię jej! Nie widzisz w jakim jest stanie?- zapytał się retorycznie Harry.
- Boże, wy nigdy tego nie zrozumiecie- wybuchłem- Dobranoc Katlin, mam nadzieję, że choć trochę się wyśpisz w nocy- powiedziałem i zacząłem kierować się do drzwi, jednak zatrzymał mnie głos brunetki:
- Nie, poczekaj. Wy idźcie- wskazała palcem na Caroline i Harrego- A ty, Justin, proszę zostań- powiedziała, po czym szybko uciekła do swojego pokoju. Cholera, nie wiedziałem, że pójdzie tak łatwo.

***

Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :))

10 komentarzy:

  1. to się robi coraz ciekawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam, czekam na kolejny.. Ciekawie ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Zostaje sama z Justinem? Uhuhu ^^ Czekam na następny!
    @JustenAkaMyLove

    OdpowiedzUsuń
  4. niesamowity <3
    masz talent do pisania :)
    mogłabyś mnie powiadamiać na tt? @swagwithbizzle

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam od wczoraj to opowiadanie i sie w nim zakochalam *-* jest inne niz wszystkie i ma strasznie ciekawa fabule . Czekam na nastepny rozdzial ♥♥
    / @LuvMyNiggaJuss

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawie się zrobiło! Tylko proszę, nie przestawaj pisać, bo wychodzi Ci to znakomicie :) @LoveAllinators

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :) Czekam na rozwój sytuacji :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy mogłabyś mnie informować? Byłabym wdzięczna :) @LoveAllinators

    OdpowiedzUsuń