czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 21

Na początek..
Nie mogę uwierzyć, że nie pisałam nic przez prawie dwa miesiące! Czas niesamowicie szybko leci, tym bardziej kiedy masz dużo do zrobienia :) 
No, ale nie ważne. 
Przychodzę do Was dziś z kolejnym rozdziałem i mam nadzieję, że Wam się spodoba!

Mam do Was też małą prośbę- komentujcie :) 
Wiem, że rozdziały pojawiają się rzadko, jednak w wakacje postaram się to zmienić- dajcie mi również motywację do tego, żebym z jeszcze większą chęcią pisała o losach Kat i Justina :) 
To co?

Czytasz= KOMENTUJESZ

Nawet najkrótszy komentarz daje mi ogromną satysfakcję :) 
Z góry dziękuję <3

So much loove, K <3

***
Katlin

- Katlin, chcesz piwo?- zapytał Justin wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie, dzięki- powiedziałam ziewając. Było dobrze po północy, a przyjaciele bruneta nie mieli zamiaru nigdzie się ruszać.
- Zmęczona?
- Tak. Dużo się dziś wydarzyło i ugh.. po prostu marzę o tym, żeby się położyć- jęknęłam.
- W takim razie idź spać- zaproponował, a ja w odpowiedzi przewróciłam oczami- Mówię serio.
- Nie wypada.
- Nie przesadzaj.
- Justin, proszę…- zaczęłam, ale nie dane było mi dokończyć gdyż Chloe, która przez cały wieczór bezczelnie się we mnie wpatrywała, podeszła do nas.
- Co chcesz?- zapytał Justin ciut wrednym tonem.
- Porozmawiać z Katlin.
- A co jeśli nie ma ochoty rozmawiać?- wypalił Justin.
- Pozwól jej się wypowiedzieć- zmroziła go wzrokiem- A propos, od kiedy jesteś dla mnie taki zgryźliwy?
- Błagam Cię Chlo, zamknij się i odejdź- warknął Brązowooki. Właśnie wtedy był czas na moją reakcję.
- Justin, stop. Skąd wiesz, czy nie chce z nią pogadać?
- Znam Cię całkiem nieźle i doskonale wiem, że jej nie trawisz.
- No i tu się mylisz- powiedziałam pstrykając mu palcem w nos- Z ogromną przyjemnością porozmawiam z Chloe- uśmiechnęłam się nieszczerze. Tak naprawdę ostatnią rzeczą, której chciałam była konwersacja z byłą przyjaciółką, jednak moim celem było pojechanie po ambicji brunetowi, którego mina wyraźnie zrzedła.
- Jakoś Ci nie wierzę.
- No to popatrz- powiedziałam wstając i zwróciłam się bezpośrednio do Chlo- To gdzie idziemy?
- Na zewnątrz?- zaproponowała wyraźnie zdziwiona.
- Super- powiedziałam rozentuzjazmowana i udałam się w stronę wyjścia. Znajomi Justina nawet nie zauważyli naszej małej akcji. Szczerze powiedziawszy nie przypadli mi do gustu. Być może dlatego, że nie rozmawiałam z nimi zbyt dużo.
Nie miałam wątpliwości gdzie zaprowadzę Chloe. Huśtawka. Moje ulubione miejsce jest właśnie tutaj.
- Co chcesz?- zapytałam kiedy usadowiłyśmy się na magicznym przedmiocie, który od zawsze uwielbiałam.
- Katlin, proszę, nie zadawaj się z Justinem- zaczęła poważnie.
- Niby dlaczego?- no dobra, wiedziałam, że nie jest to fair w stosunku do dwóch najważniejszych dla mnie osób, ale ona nie miała prawa się w to wtrącać.
- Ten cały wasz romans nie skończy się dobrze..- zaczęła, jednak jej przerwałam.
- A skąd ty możesz wiedzieć co robimy, i czy COŚ w ogóle jest na rzeczy?
- Scena na boisku mówiła sama za siebie. Naprawdę chcesz zniszczyć całe swoje poukładane, idealne życie dla Justina? Nie uważasz, że on nie jest tego wart?
- Nie rozumiem co ty masz do tego. Chcesz powiedzieć Car i Harremu? Proszę bardzo! I tak Ci nie uwierzą- zaczęłam się sztucznie śmiać.
- Tu już nawet nie chodzi o to, czy twoje lizodupki się dowiedzą. Intencje Justina nie są szczere, uwierz mi Katlin. Mówię Ci to tylko i wyłącznie ze względu na to, że kiedyś się przyjaźniłyśmy i naprawdę nie chcę, żeby Cię zranił.
- Skąd ty możesz wiedzieć co mu siedzi w głowie?- zapytałam, a blondynka cicho się zaśmiała.
- Masz rację, tego nie mogę nawet przypuszczać. Przynależę jednak do jego drugiej paczki i doskonale wiem co się tam dzieje.
- Możesz dokładniej?
- Wszyscy kumple Justina traktują dziewczyny przedmiotowo. Dodatkowo jest wiele różnych skomplikowanych spraw, w które jest zamieszany. Błagam Cię, nie ufaj mu i skończ waszą relację zanim stanie się ona zbyt skomplikowana.
- Nie wierzę, że nie masz w tym swoich korzyści- wypaliłam, po czym szybko ugryzłam się w język. Dziewczyna była naprawdę lojalna. Oczywiście, o ile to wszystko jest prawdą. Tak czy inaczej, ostrzegła mnie, a ja nadal drążyłam dziurę w całym. Niepotrzebnie.
- Myśl jak chcesz- powiedziała wyraźnie wkurzona- Wiem, że uważasz mnie za dziwkę. Nie znasz jednak całej mojej historii, ciągle odnosisz się do tego co było kiedyś nie zważając, że teraźniejszość jest zupełnie inna. Nie patrz przez pryzmat przeszłości, a życie będzie łatwiejsze- powiedziała na zakończenie, po czym odeszła, zostawiając mnie samą. Chwilę potem również udałam się w stronę domu.
- Katlin- zwołał Justin z kanapy kiedy tylko mnie zobaczył.
- Tak?- zapytałam uśmiechając się. Postanowiłam, że jak na razie będę zachowywać się jak gdyby rozmowa z Chloe w ogóle nie miała miejsca. Dorwę gnojka jak będziemy sami.
- Chodź do mnie- powiedział ze słodkim uśmiechem i poklepał swoje kolana. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Można powiedzieć, że w nagrodę dostałam słodkiego całusa w policzek. Chlo spiorunowała mnie wzrokiem, a jedna z koleżanek bruneta zapiszczała:
- Jesteście tacy słodcy! Powinniście być razem!
- Daj spokój, Mer- uciszył ją Chad.
- Nie uważacie, że powinniśmy się zbierać?- zapytała bodajże Jessica- Dochodzi druga. Zanim zajedziemy będzie rano.
- Ma rację- zaśmiał się Justin- Zresztą my też chcielibyśmy się już położyć- po słowach bruneta wszyscy zaczęliśmy się ze sobą żegnać. Na całe szczęście, nie potrwało to zbyt długo i już dziesięć minut później zostaliśmy zupełnie sami. W końcu!
- Myślisz, że możemy dokończyć to co zaczęliśmy wcześniej?- zapytał Justin wymownie mnie obejmując i całując moją żuchwę. Okej, Katlin. Pora na twoją reakcję.
- Nie- powiedziałam stanowczo- Musimy porozmawiać.
- Co Ci znowu nie pasuje?- warknął, po czym spokojniej dodał- Chloe coś Ci naopowiadała, prawa? Ta głupia suka…- przerwałam mu.
- Nie nazywaj jej tak, ale masz rację. Myślę nawet, że otworzyła mi oczy.
- Czy możesz nie oceniać tego wszystkiego pochopnie? Zapytać chociaż, potwierdzić?
- A co do cholery robię? Chcę wszystko wyjaśnij i porozmawiać, a ty jak zwykle od razu wybuchasz!- powiedziałam o kilka tonów za wysoko.
- Okej, spokojnie, usiądźmy i porozmawiajmy- kiedy już wygodnie usadowiliśmy się na ogromnym łóżku w sypialni z kubkami herbat w ręce Justin zagaił- Co Ci powiedziała?
- W wielkim skrócie- żebym trzymała się od Ciebie z daleka- powiedziałam upijając łyk gorącej cieczy.
- Możesz powiedzieć coś więcej? Jam mam się wytłumaczyć skoro nawet nie wiem o czym dokładnie rozmawiałyście.
- Chlo twierdzi, że twoje intencje nie są wobec mnie szczere. Jak chcesz to wyjaśnić?- zapytałam unosząc prawą brew ku górze.
- Nie rozumiem w jakim sensie, zresztą skąd ona może wiedzieć co mi siedzi w głowie?- kiedy popatrzyłam na niego z politowaniem, natychmiast dodał- Oczywiście nie jest to prawa. Zresztą sama wiesz jakie są moje uczucia wobec Ciebie.
- A co powiesz na to, że razem ze swoimi przyjaciółmi traktujecie dziewczyny przedmiotowo?
- Cóż, w tym może mieć trochę racji- przyznał z widocznym wstydem- Jednak ciągle nad tym pracuję.
- Okej. Załóżmy, że to co powiedziała Chloe to kłamstwa. Jaki miałaby w tym cel?- zapytałam, na co brunet cicho się zaśmiał.
- Po prostu Ci zazdrości. Harry, Caroline i ja od zawsze byliśmy jej słabościami- powiedział dosyć niejasno, jednak po chwili zabrał się za rozwijanie swojej myśli- Harry od zawsze jej się podobał. Nie mogła go mieć ze względu na Ciebie. Caroline to idealna przyjaciółka. Wasze relację się popsuły i tym samym jej szanse na utrzymywanie z nią dobrych relacji zmalały niemalże do zera. No i na końcu ja. Sama powiedziała mi, że jej się podobam. Teraz kiedy można powiedzieć coś między nami jest, zwyczajnie nie chce do tego dopuścić- zastanowiłam się chwilę nad słowami Justina. W pewien dziwny, niezidentyfikowany sposób miały one sens. Widząc moje ciągłe niezdecydowanie złapał mnie za ręce i patrząc prosto w oczy powiedział- Katlin, przestań być niepewna i podejrzliwa. Naprawdę nie chcę Cię zranić.
- Niech Ci będzie- powiedziałam wstając- Idę wziąć prysznic.
- Koniec rozmowy?- zdziwił się brunet.
- Tak- uśmiechnęłam się, po czym opuściłam pomieszczenie. Kąpiel nie zajęła mi dużo czasu, gdyż byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam siły na stanie pod prysznicem. Pech chciał, że zapomniałam wziąć ze sobą piżamy, a jedyna koszulka, która znajdowała się w łazience należała do Justina. Ostrożnie ją powąchałam. Czysta. Zakładam ją. Co mnie zdziwiło- wcale nie była na mnie dużo za duża. Ledwo zakrywała mi majtki. Kiedy wyszłam z łazienki brązowooki leżał rozłożony na łóżku z moim telefonem w ręce.
- Justin- pisnęłam oburzona- Co robisz?- zapytałam próbując wyrwać mu urządzenie. Jak możecie się spodziewać- bezskutecznie.
- Przecież nic Ci nie sprawdzam- zawołał puszczając mi oczko- Robiłem sobie selfies.
- Chyba żartujesz, ty i samojebki?- wybuchałam śmiechem.
- Zobacz tylko jak wspaniale ułożyły mi się włosy. Musiałem to uwiecznić. Zresztą- dodał po chwili- jesteś hipokrytką. Sama masz ich cztery tysiące.
- Czy chcesz przez to powiedzieć, że oglądałeś moje OSOBISTE zdjęcia?- krzyknęłam udając złą.
- Przepraszam- powiedział poważnie- Nie spodziewałem się, że będziesz wkurzona.
- Żartuję głupku- zaśmiałam się- Ale na przyszłość, nie rób tego więcej.
- Okej, okej- brunet posłał mi swój uśmiech za tysiąc dolarów. Wierzcie lub nie, ale tego wyszczerzu nie da się nie odwzajemnić.
- Koniec tego dobrego- odezwałam się po kilku minutach ciszy- Idę spać. Zmykaj na kanapę.
- Jak to?
- Przecież nie będziemy spać w jednym łóżku, debilu.
- No jak nie jak tak- zaśmiał się Justin, po czym puszczając mi oczko, wgramolił swoje wielkie dupsko na MOJE łóżko.
- Dobrze- powiedziałam wstając- W takim razie idę do salonu- zrobiłam minę a la obrażona trzylatka i spektakularnie, zabierając ze sobą jakąś małą poduszkę, wymaszerowałam z pokoju. Zastanawiałam się czy Justin rzeczywiście pozwoli mi nocować na kanapie.
Mijały minuty, a ja wciąż przekręcałam się z boku na bok. Nie mogłam uwierzyć, że moje nadzieje na spędzenie nocy w wygodnym łóżeczku spełzły na niczym.
- Dupek- mruknęłam do siebie zdenerwowana, po raz kolejny zmieniając pozycję. Kiedy byłam na granicy snu, poczułam, że ktoś bardzo delikatnie podnosi mnie. Otwarłam oczy i ujrzałam uśmiechniętego Justina, który wyszeptał całując mnie w czoło:
- Naprawdę myślałaś, że pozwolę Ci tutaj spać?

***
Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :))) 

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 20

Katlin

- Katlin, czekaj!- zawołał za mną Justin. Chwilę potem poczułam jego dłoń na swoim ramieniu- Co ty właśnie powiedziałaś?- zapytał z głupim uśmiechem na ustach.
- Błagam, nie każ mi tego powtarzać- jęknęłam próbując wyswobodzić się z jego uścisku i wyjść na zewnątrz. Tak jak podejrzewałam- nie udało mi się. Wręcz przeciwnie. Znalazłam się w ciasnym uścisku bruneta- Justin, proszę, puść mnie. Muszę pomyśleć.
- Ale o czym? Ciągle tylko wszystko analizujesz, powiedz mi, proszę, po jaką cholerę?  Co ma być to będzie.
- Nie rozumiesz- powiedziałam wyswobadzając się z uścisku chłopaka. Tym razem nie protestował- Ostatnie dwa, czy trzy tygodnie to był najcięższy okres w moim życiu. Nie żartuję. Na dodatek ta cała szopka z Tobą wszystko utrudnia. Nie wiem już co mam myśleć. Potrzebuję przyjaciela…
- Masz Car- przerwał mi Justin, na co wybuchłam śmiechem.
- Żartujesz sobie? Jak sobie to wyobrażasz? No cześć, namieszałam z twoim chłopakiem, ale nie przejmuj się, lizaliśmy się tylko kilka razy.. Potrzebuje osoby, z którą będę mogła porozmawiać o wszystkim.
- Masz też mnie.
- Ty się nie liczysz- uśmiechnęłam się- Dobra, nieważne. Co robimy?
- A na co masz ochotę?
- Mówiłeś, że masz tu basen..- zaczęłam, a Justin od razu załapał o co mi chodzi.
- Idziemy pływaaać!- zaczął krzyczeć na cały dom.
- Tak, ale zamknij się już. Sąsiedzi nie muszą wiedzieć- poczochrałam go po włosach. 
- Idź się przebrać, a ja będę czekał przy basenie.
- Okej, ale gdzie są moje rzeczy?- nie miałam zielonego pojęcia gdzie brunet je zostawił.
- W sypialni?- zapytał retorycznie, po czym wyszedł na zewnątrz. A ja ponownie zostałam sama z moimi myślami, które mimo iż za wszelką cenę próbowałam je zagłuszyć nie dawały mi spokoju. Właściwie nie do końca wiedziałam, na co się zgodziłam. Nic nie zostało sprecyzowane. Okej, chciałam dowiedzieć się czy coś czuję do Justina, ale z drugiej strony nie mogłam zdradzić Harrego i przede wszystkim Caroline, która jeśli dowie się o wszystkim znienawidzi mnie. Zgodziłam się na coś, nie zdając sobie sprawy jak to wszystko ma wyglądać. Mamy ‘spróbować’, ale jak? Co za tym idzie?
- Naprawdę za dużo myślisz- powiedział znienacka Justin przytulając się do mnie od tyłu. Nawet nie zauważyłam jego obecności w sypialni.
- Muszę się przebrać, wyjdź, proszę- powiedziałam pomijając jego uwagę na temat moich przemyśleń. Chłopak bez słowa opuścił pomieszczenie, a ja szybko przebrałam się w moje czarne bikini. Podziękowałam sobie w duchu, że je wzięłam. Wzięłam z łazienki puchaty ręcznik i owijając się nim szczelnie wyszłam na zewnątrz. Jak na końcówkę września było wyjątkowo ciepło. Niestety podejrzewałam, że tak perfekcyjna pogoda nie utrzyma się już długo.
- Justin!- zawołałam kiedy tylko dotarłam w miejsce, gdzie znajdował się sztuczny zbiornik wodny. Niestety, nigdzie nie mogłam dostrzec złotookiego chłopaka- Justin!- krzyknęłam ponownie.
- Zaraz będę- odkrzyknął po chwili. Postanowiłam poczekać na niego, gdyż nie chciałam pierwsza wchodzić do basenu. No dobra, rozgryźliście mnie. Chciałam go tam wrzucić. Moje zacne plany spoczęły jednak na laurach kiedy zauważyłam go niosącego dwa ogromne pucharki z lodami.
- Boże, uwielbiam Cię- powiedziałam z zachwytem, kiedy brunet podał mi ogromnych rozmiarów porcję, którą zamierzałam całą pochłonąć. A co tam, zbędnymi kilogramami będę martwić się potem.
- Jak mogłabyś nie?- zapytał retorycznie, na co się zaśmiałam. W mgnieniu oka zjedliśmy pyszny deser. Kiedy Justin poszedł odnieść pucharki szybko obmyśliłam w głowie sprytny plan. Nie było to ani trudne, ani czasochłonne, dlatego też po chwili już wiedziałam jak wepchnąć chłopaka do wody.
- To co szybka kąpiel?- zapytał brązowooki kiedy do mnie dołączył. Skrzywiłam się.
- Nie mam ochoty, tylko zobacz jak zimna jest woda- powiedziałam z wyraźnym grymasem podchodząc do krawędzi basenu i sprawdzając jej temperaturę końcem nogi. Tak jak przypuszczałam, brunet poszedł za mną. Wiedząc, że mam ułamek sekundy lub może nawet mniej, z całej siły popchnęłam Justina w stronę wody. Chłopak stracił równowagę i zaczął spadać w stronę chłodnej cieczy. Nie przemyślałam tylko jednego. Nie domyśliłam się, że pociągnie mnie za sobą. W rezultacie oboje wpadliśmy. Byłam wściekła, choć to chyba za mało powiedziane.
- Zabić Cię?- krzyknęłam kiedy tylko wynurzyłam się z wody.
- Całowałaś się kiedyś pod wodą?- zapytał, kompletnie ignorując moje mordercze spojrzenie.
- Nie- odpowiedziałam krótko.
- W takim razie będzie to twój pierwszy raz- powiedział, po czym zanurzając nas pod powierzchnię wody przycisnął swoje usta do moich. O nie, kolego. Tak to my się bawić nie będziemy. Szybko odepchnęłam go od siebie, po czym donośnym głosem oznajmiłam:
- Jestem wściekła. Nie powinieneś ciągnąć mnie do wody za sobą- udałam obrażoną.
- Daj spokój, przecież wiem, że jesteś zła tylko dlatego, że twój chytry plan nie wypalił. Ja nie mam nic do tego- powiedział śmiejąc się- A teraz chodźmy się całować- ponownie znaleźliśmy się pod wodą. Tym razem nie protestowałam. Pozwoliłam naszym ustom się złączyć. Jednak nie mogliśmy zbyt długo kontynuować tego eksperymentu, gdyż najzwyczajniej w świecie zakrztusiłam się. Kiedy tylko zaczęłam kaszleć, Justin natychmiast pomógł mi się wynurzyć. Nie mogłam się uspokoić. W oczu zaczęły lecieć mi łzy, nie mogłam złapać powietrza.  Kiedy w miarę się ogarnęłam, spojrzałam morderczym wzrokiem na bruneta, który nawet nie raczył się  mi pomóc. Stał z założonymi rękami i śmiał się bezczelnie. Dżentelmen po zbóju.
- Teraz Ci zabawnie, tak?- zapytałam zakładając obie ręce na biodra- A co by było gdybym zakasłała się na śmierć?
- Nie pozwoliłbym Ci na to.
- W takim razie dlaczego teraz miałeś taki ubaw?
- A nie wiem, tak jakoś- wzruszył ramionami.
- Jesteś największym debilem jakiego znam.
- I tak mnie kochasz…- wypalił, ale po wyrazie jego twarzy mogłam powiedzieć, że pożałował tego bardzo szybko. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, dlatego zmieniłam temat:
- Robimy wyścigi?
- Przegrasz, K.
- Chcesz się przekonać, że jednak nie, J?- zapytałam używając sposobu, w jaki skrócił jakie moje imię. Właściwie „J”, jako zdrobnienie od Justin, brzmiało naprawdę dobrze. Niby zwykła litera, ale nie wiedzieć czemu, bardzo mi się to podobało.
- Okej.
- Okej- powiedziałam po czym szybko rzuciłam się w wodę. Zabawę czas zacząć.
***
Pływaliśmy, śmialiśmy, organizowaliśmy różne zawody typu kto dłużej wytrzyma od wodą, kto szybciej przepłynie cały basen i tym podobne. Spędziliśmy razem naprawdę wspaniały czas. Kiedy w końcu zrobiło mi się zimno wyszłam na zewnątrz i opatuliwszy się puchatym ręcznikiem usiadłam na leżaku i przyglądałam się Justinowi, który wciąż pływał. Musiałam przyznać, że był całkiem dobry. Nie należał do zawodowych pływaków, ale gdybym, nie daj Boże, się topiła, spokojnie mogłabym mieć pewność, że mnie uratuje, albo przynajmniej będzie się starać.
-  Ślinka Ci cieknie- zażartował kiedy zauważył, że mu się przyglądam. W odpowiedzi tylko przewróciłam oczami, jednak nie odwróciłam wzroku. Chciałam sobie jeszcze chwilę popatrzeć na jego idealnie wyrzeźbione ciało. No dobra, było dalekie perfekcji. Nie wiedzieć czemu, mięśnie na brzuchu lekko mnie przerażały. To chore, wiem. Niestety jest to święta prawda.
- Masz dziwny sześciopak- wypaliłam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Co?- zapytał Justin nareszcie wychodząc z basenu. Szczerze powiedziawszy nie chciało mi się tam siedzieć, a nie czułam się w stu procentach pewnie, aby chodzić sobie po posiadłości jego rodziców. Zresztą byłoby to niegrzeczne, dlatego wolałam zostać.
- Tak jakoś, nie że mi się nie podoba, czy coś. Jest okej- podniosłam kciuka w górę i uśmiechnęłam się głupio- Po prostu jest dziwna. Wiesz, mięśnie każdego mają inny kształt, i twoje są po prostu oryginalne- umilkłam na chwilę- No dobra, dziwne..- dodałam, po chwili namysłu.
- Jesteś niemożliwa- powiedział kręcąc głową to w prawo to w lewo.
- Czyli mam nie mówić tego co myślę?- zapytałam z udawanym wyrzutem.
- A czy ja coś sugeruję?- zaczął się bronić- To był komplement, tak przy okazji.
- O matko, Justin Bieber, powiedział, że jestem niemożliwa. O boże, myślę, że mogę umierać. Zostaw mnie samą proszę- powiedziałam udając głos jednej z tych plastikowych lal, które każdy z nas spotyka na co dzień.  Brązowooki zaczął śmiać się jak opętany. Mówię serio, nie mógł się uspokoić przez dobre dziesięć minut. Kiedy w końcu się uspokoił udaliśmy się w stronę domu, po czym wysuszyliśmy się i przebraliśmy  w coś wygodnego- w moim wypadku były to zwykłe dresy z Nike i do tego ogromna bluza Justina, którą mi pożyczył (!).  Pomijając to, że była za duża pasowała do mnie idealnie. Serio.  Następnie rozłożyliśmy się na kanapie i zaczęliśmy oglądać jakiś film, który włączył Justin.
- Katlin?- zapytał przerywając głuchą ciszę panującą między nami.
- Tak?- zapytałam poprawiając pozycję. Szczerze powiedziawszy wciągnęłam się w ten pełny krwi film.
- Pewnie będziesz wściekła, ale zaprosiłem kilku znajomych na wieczór. Nie będą spać, ani nic. Chciałem, żebyś ich poznała.
- W sumie spoko- powiedziałam całkowicie odwracając swoją uwagę od filmu. I tak podejrzewałam jak się skończy.
- Nie jesteś zła, naprawdę?- zapytał wyraźnie zaskoczony.
- A o co mam być? Sami i tak byśmy się tu nudzili. Nie obraź się, ale nie ma tu za wiele do roboty.
- Jeszcze wszystkiego Ci nie pokazałem. Wiesz, że mam tu mini boisko do koszykówki?
- I jeszcze mi go nie pokazałeś? Jak mogłeś! No to idziemy grać.
- Tak od razu?
- A na co mamy czekać? Nauczysz mnie, bo nie umiem nawet celnie trafić do kosza.
- W takim razie chodź- powiedział, po czym wstaliśmy z kanapy i wyszliśmy na weznątrz.
- Kiedy mają wpaść Ci twoi kumple?- zapytałam kiedy dotarliśmy na miejsce.
- Za godzinę, dwie?- zerknął na zegarek- Właściwie to mamy mniej niż pół godziny. Czas z Tobą leci tak szybko, rozumiesz- powiedział, po czym puścił mi oczko.
- Uważaj, po się zarumienię- udałam, że się odwracam, aby schować moje rumieńce.
- Dobra, Księżniczko. Zaczynamy lekcję- zarządził tonem trenera.
***
Przez te pół godziny, które mieliśmy przeznaczyć na naukę gdy w koszykówkę niewiele się nauczyłam. Nie chodziło o to, że jestem beztalenciem w tej dziedzinie czy coś. Wstyd się przyznać, naprawdę, ale większość tego czasu spędziliśmy obściskując się. Sama nawet nie wiem jak do tego doszło. Po prostu kiedy Justin objął mnie od tyłu, aby pokazać mi jak powinno się trzymać piłkę… tak wyszło i już. Pech chciał, że kiedy dochodziliśmy do trzeciej bazy nadjechali jego przyjaciele. Oczywiście od razu odsunęliśmy się od siebie, jednak Ci chyba wiedzieli, że coś jest na rzeczy, bo gdy na nas popatrzyli wybuchli śmiechem.
- Tak, więc Katlin- zaczął Justin, aby przerwać niezręczną ciszę- To jest Tyler, mój najlepszy przyjaciel, to Ben, Dan, Chad, Jessica, ale mów na nią Jess, Bella, Mery i Chloe, ale chyba ją znasz- przedstawiał po kolei swoich znajomych, a kiedy doszedł do ostatniej osoby szczęka mi opadła.
 - Miło Was poznać- powiedziałam z uśmiechem, po czym podałam im rękę, jednak Ci ją zignorowali. Zamiast tego każdy z nich przyjaźnie mnie przytulił, co totalnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mają u mnie plusa na początek.
- Wejdźcie do środka i się rozgośćcie. Wiece gdzie co jest. My z Katlin zaraz do Was dołączymy- powiedział lekko poddenerwowany Justin.
- Chcecie dokończyć to, w czym wam przerwaliśmy?- zapytała Jess. Zauważyłam, że miała kolczyka w języku. Cóż, biorąc pod uwagę jej gęste, czerwone włosy mogłam się tego domyślić.
- Musimy o czymś porozmawiać- powiedziałam spalając buraka. Miałam wrażenie, że zaraz spalę się ze wstydu.
- Jasne, jasne- zaśmiała się, po czym razem z resztą udali się do środka.
- Co ona, do cholery, tu robi?- zapytałam kiedy tylko zyskałam pewność, że znajomi Justina nas nie usłyszą.
- Nie wiem, naprawdę. Mówiłem im, że mają jej nie brać!- przeczesał palcami włosy- Nie wiem co sobie myśleli!
- Chcesz mi powiedzieć, że Chlo normalnie jest w twojej paczce?- zapytałam z niedowierzaniem.
- Można tak powiedzieć- przyznał.
- Jakoś ją przetrwam- przewróciłam oczami- A teraz chodźmy, bo jeszcze pomyślą, że naprawdę robimy coś, czego nie powinniśmy.
- Daj, spokój, Księżniczko. Kogo to obchodzi.
- Nie mów tak do mnie, proszę- powiedziałam, mimo że skrycie to uwielbiałam. Słowo „księżniczka” w ustach Justina, jako określenie mojej osoby, było wspaniałe, ale nie mogliśmy…
- Przecież to kochasz.
- Wcale nie- próbowałam zaprzeczać.
- Widzę jak Ci się oczy świecą kiedy się tak do Ciebie zwracam.
- Naprawdę, tak łatwo mnie przejrzeć?- zapytałam udając urażoną.
- Niestety, Księżniczko- powiedział, po czym złączył nasze usta ponownie.

***
Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :)) 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 19

Katlin

Wciąż nie mogę uwierzyć, że jadę z Justinem do Lake City. Choćbym nie wiem jak próbowała, nadal wydaje mi się, że to jakiś żart. Jesteśmy już prawie w połowie drogi do celu, a żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Jak tak ma wyglądać cały weekend to ja dziękuję. – Czy możesz w końcu coś powiedzieć?- zapytałam z wyrzutem.
- Prowadzę- odpowiedział spokojnie i niestety to byłoby na tyle, jeśli chodzi o naszą rozmowę. Wpatrując się w widoki za oknem powróciłam myślami do poprzednich dni. Wbrew pozorom, były dla mnie naprawdę ciężkie. Nawet, jeśli w dzień zachowywałam się w miarę normalnie- noc była zdecydowanie najgorsza. Wszystkie wspomnienia związane z tatą wracały ze zdwojoną siłą. Nie mogłam też spać, ponieważ dręczyły mnie koszmary. Do tego sprawa nadal niewyjaśnionej przyczyny wypadku sprawiała, że czułam się jeszcze bardziej przybita. Policjanci, którzy pojawiali się w naszym domu, aby informować nas na bieżąco o postępach w sprawie byli wręcz irytujący.  Jedynym światełkiem nadziei była dla mnie Caroline, która wspierała mnie jak nikt inny i była na każde moje zawołanie. A teraz proszę- okłamałam ją. Taka ze mnie wspaniała przyjaciółka. Biedna myśli, że pogodziłam się z mamą. Pff, bzdura.
- O czym tak myślisz?- zapytał znienacka Justin, a ja powróciłam do rzeczywistości. Przez tą krótką chwilę zupełnie odpłynęłam.
- Niczym konkretnym- przeczesałam ręką włosy, sprawiając, że skołtuniły się jeszcze bardziej.
- Chciałaś rozmawiać, a jak próbuję się czegoś dowiedzieć, nie odpowiadasz- powiedział chłodnym tonem.
- Może, dlatego, że nie chce tam jechać? Czy to naprawdę tak wielka różnica, że powiem Ci „spierdalaj” za dwa dni, a nie teraz?- wybuchłam.
- Ej, ej, ej spokojnie. Nie kłóćmy się. Nie możemy.
- Niby czemu?
- Bo jeśli mam spędzić z tobą ostatnie trzy dni, to uwierz nie chcę się spierać- nie mogłam zrobić nic innego jak tylko przewrócić oczy. Ten chłopak był tak cholernie dziecinny, że aż miałam ochotę się roześmiać. Jego gierki były naprawdę nieźle pokręcone, nie wspominając już o zmianach humoru. Raz był najlepszym chłopakiem na świecie, a za chwilę zimnym chujem. Muszę przyznać, że nieźle mąciło mi to w głowie.
***
- Księżniczko, dojechaliśmy- odezwał się miły męski głos tuż nad moim uchem. Leniwie otworzyłam oczy, po czym rozejrzałam się dookoła. Znajdowaliśmy się na podjeździe całkiem ładnie prezentującej się posiadłości, która jak się domyślałam, należała do rodziny Justina.
- Ugh, nie chce mi się ruszyć tyłka- jęknęłam.
- Czy to znaczy, że mam Cię wnieść do środka?- zapytał Brunet z błyskiem w oku.
- Nie, nie, nie- zaśmiałam się- Dam sobie jakoś radę- powiedziałam i zaczęłam się przeciągać. W między czasie Justin zwinnie opuścił pojazd i otworzył mi drzwi.
- Jaki dżentelmen, myślałby kto- zaśmiałam się wysiadając.
- Gdybym był tobą, nie narzekałbym.
- A czy ja coś mówię?- zapytałam retorycznie- Justin, chwila, co ty robisz!?- krzyknęłam kiedy ten podniósł mnie z ziemi i przewiesił sobie w pół.
- Wnoszę Cię do domu- powiedział ciesząc się jak dziecko. Nie wiem jakim cudem udało mi się otworzyć drzwi jedną ręką , ale biorąc pod uwagę sposób w jaki to robił jestem niemal pewna, że miał do tego wprawę.
- Daj spokój, postaw mnie na nogi, jestem ciężka!
- Serio, jakoś nie zauważyłem- zaśmiał się. W ciszy przemierzaliśmy każde pomieszczenie, dopóki nie dotarliśmy do sypialni. Chłopak delikatnie położył mnie na łóżku, po czym oparł dwie ręce po przeciwnych stronach mojego ciała. To nie była bezpieczna pozycja.
- Co ty robisz?- zapytałam trzęsącym się ze zdenerwowania głosem.
- Zaraz zobaczysz- odpowiedział tajemniczo, nachylił się nade mną i złożył na moich ustach pocałunek. Mimowolnie zaczęłam poruszać swoimi ustami. Nie mogłam tego powstrzymać. To było tak cholernie dziwne.
- Justin, nie możemy..- jęknęłam pomiędzy pocałunkami.
- Daj spokój, jesteśmy tu tylko we dwoje.
- Więc taki był twój plan?- zapytałam gwałtownie się podnosząc- Myślałeś, że będę twoją sex zabawką? To wtedy w lesie… ja nie wiem co to było, jasne? Boże, ale byłam głupia przyjeżdżając tu z Tobą. Wiesz co? Nie mogę na Ciebie patrzeć..- powiedziałam, po czym wyszłam z pokoju.
- Katlin, zaczekaj! To nie tak!- usłyszałam za sobą, jednak nie odwróciłam się. Postanowiłam wyjść do ogrodu, gdzie znajdowała się ogromna huśtawka. Usadowiłam się na niej i wyjęłam z tylnej kieszeni spodni telefon. Dwa nieodebrane połączenia od Caroline i Harrego. Super. Na początek postanowiłam wybrać numer do mojej najlepszej przyjaciółki, która jakby dowiedziała się co wyprawiam, już dawno wypięłaby się do mnie tyłkiem. Wcale bym się nie zdziwiła. Sama sobie na to zasłużyłam. Odebrała po pięciu sygnałach.
- Co chciałaś?- zapytałam, przybierając wesoły ton.
- Zapytać się jak tam z mamą, wszystko idzie po twojej myśli?
- Jasne, za chwilę idziemy na jakiś masaż. Nawet nie wiesz, jak bardzo go potrzebuję.
- Wiesz, że chodziło mi o wasze relacje?
- Powoli do przodu. Przecież nie staniemy się przyjaciółkami tak po prostu. Jak na razie rozmawiamy i staram się ją zrozumieć, czy coś. Nie jest łatwo, ale jestem jak najlepszej myśli- matko kochana, gdzie ja nauczyłam się tak dobrze kłamać?
- Wspieram Cię całym sercem!
- Wiem, wiem. Bardzo Cię kocham, ale mama właśnie wyszła z łazienki i będziemy się zbierać. Zadzwonię koło północy, okej?
- Jasne, będę czekać- zawołała radośnie, po czym rozłączyła się. Uhg, nie lubiłam jak ludzie robili to pierwsi. Przed rozmową z Harrym chciałam się trochę wyciszyć, dlatego zamknęłam oczy i postanowiłam skupić się na otaczającej mnie naturze. Chciałam ją poczuć, nie widząc. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale jak byłam mała uczęszczałam z mamą na zajęcia, gdzie tego uczyli.
- Katlin, proszę porozmawiaj ze mną- moją małą medytację przerwał upierdliwy głos mojego weekendowego towarzysza. Żegnaj ciszo.
- Justin, ale ja nie chcę. Każdy twój ruch skierowany w moją stronę jest po to, aby mnie zranić. Wcale nie dziwi mnie to, że tym razem chciałeś wykorzystać mnie w ten sposób. Nie podejrzewałeś tylko, że tak łatwo wszystkiego się domyślę.
- Nie, to nie tak, naprawdę. Nie dam Ci spokoju, jeśli nie pozwolisz mi wyjaśnić. To dla mnie ważne. Proszę, K.
- Masz pięć minut- westchnęłam przewracając oczami. Zgodziłam się na to, tylko dlatego, iż wiedziałam, że nie podda się tak łatwo, o ile w ogóle.
- Może najpierw coś zjemy?- zaproponował- Zamówiłem nam po obiedzie, który katering przed chwilą przywiózł. Nie waż się nawet powiedzieć, że nie jesteś głodna- dodał w momencie, kiedy dokładnie te słowa miały opuścić moje usta.
- Dobra, niech Ci będzie. Najpierw muszę jeszcze zadzwonić do Harrego- powiedziałam wybierając numer do mojego chłopaka. Odebrał niemal natychmiast. Nie mam pojęcia jakim cudem zawsze miał telefon przy tyłku. Ja bym tak nie potrafiła.
- Cześć Kochanie- zaczęłam patrząc prosto na Justina, który nie raczył dać nam chwili na osobności- Dzwoniłeś?
- Chciałem się tylko zapytać, jak tam w spa z mamą? Dobrze się bawicie?
- Nawet nie wiesz, jak wspaniale. Co chwilę chodzimy na jakieś zabiegi, czy masaże. Raj na ziemi- zamknęłam oczy wyobrażając sobie, że nie jest to kłamstwo.
- A wasze stosunki?- ponowił pytanie Caroline.
- Całkiem dobrze- udałam, że się zastanawiam- Rozmawiamy, staram się ją zrozumieć. Nie jest łatwo, ale mam nadzieję, że z czasem będzie coraz łatwiej- wywróciłam oczami, wiedząc, że nie jest to prawda. Tak naprawdę nigdy jej nie wybaczę, a na chwilę obecną nawet  nie chcę o tym myśleć- Opowiadaj lepiej, jak u Ciebie?
- Ciągła rutyna, dziś chyba wyskoczę z kuzynami pograć tenisa. Bardzo za tobą tęsknię.
- Ja za Tobą też. Kocham Cię bardzo mocno, wiesz?
- No jasne, i ja Ciebie też. Co powiesz na skype’a wieczorem?- zapytał, a mnie zszokowało. Na takie pytanie nie miałam ułożonej regułki.
- Świetny pomysł!- powiedziałam entuzjastycznie- Nie mogę się doczekać, żeby Cię zobaczyć!
- Super- ucieszył się, a ja poczułam wyrzuty sumienia. Wiedziałam doskonale, że do żadnej rozmowy tak czy inaczej nie dojdzie. Po prostu będę musiała udać, że zapomniałam, albo, że byłam bardzo zmęczona- Zadzwonisz koło północy?
- Jasne.
- Przepraszam Kochanie, ale muszę kończyć.
- Nie ma problemu. Baw się dobrze- powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
- Myślałem, że się zrzygam „Oh, kocham Cię”, „jak bardzo tęsknię”- zaczął Justin, przypominając mi o swojej obecności. Zmroziłam o wzrokiem- No już dobra, dobra, nic nie mówię. Chodźmy jeść, bo umieram z głosu- dodał, po czym wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni, gdzie znajdowała się nasza obiadokolacja. Nie miałam pojęcia skąd ten gest u niego, ale postanowiłam to zignorować. To tylko ręka, tak? Nic złego.
- Co zamówiłeś?- zapytałam, aby przełamać niezręczną ciszę.
- Pizzę- odpowiedział nie kryjąc uśmiechu.
- Serio?
- Jeszcze będziesz błagała o dokładkę, zobaczysz!- obronił się, widząc jak przewracam oczami.
- Zobaczymy, zobaczymy- powiedziałam klepiąc go po ramieniu- No dobra, pachnie zabójczo- przyznałam kiedy w końcu dotarliśmy do salonu gdzie znajdowało się ogromnych rozmiarów pudełko. Usiedliśmy na kanapie i w ciszy zaczęliśmy jeść.
- Miałeś rację, same pyszności- odezwałam się kiedy skończyłam konsumować CZWARTY kawałek najlepszej pizzy na świecie. Dosłownie. Nigdy w całym swoim życiu nie jadłam lepszej. Nawet we Włoszech. Naprawdę nie wiem skąd ją wytrzasnął- Jutro też ją zamawiamy, nie ma bata!
- Pomyśleć, że na początku narzekałaś, że to zwykły fast food- powiedział Justin, a mnie oświeciło.
- My tu gadu, gadu, a z tego co sobie przypominam miałeś mi coś wyjaśnić, nieprawdaż?- zapytałam nie mogąc zrozumieć, dlaczego kompletnie o tym zapomniałam.
- Katlin, ja…nie wiem jak mam to powiedzieć.
- Po prostu?- atmosfera między nami nagle zrobiła się ogromnie napięta i poważna.
- Kocham Caroline, naprawdę. Z drugiej strony kiedy jestem z Tobą dzieje się ze mną coś niewytłumaczalnego. Jesteś najważniejsza, tylko ty na całym świecie i wszechświecie. Ciągnie mnie do Ciebie, Katlin tak cholernie bardzo, że sobie z tym nie radzę. To wszystko co robię, po prostu chcę zatrzymać Cię przy sobie. Wiem, że gdy Cię stracę czegoś we mnie braknie. Nawet jeśli nasze stosunki są dalekie ideału.
- Justin, ale wiesz, że jestem tu z Tobą tylko dlatego, żeby powiedzieć Ci ‘do widzenia’? – zapytałam drżącym głosem. Nie wiem czemu moje serce łamało się właśnie na milion kawałków.
- Zdaję sobie z tego sprawę i dlatego zrobię wszystko, żeby zatrzymać Cię przy sobie- po wypowiedzeniu tych słów zapanowała między nami niezręczna cisza- Katlin, proszę, powiedz coś.
- Justin, kocham Harrego. Jest dla mnie najważniejszy, nie mogę zostawić go dla osoby, do której nic nie czuję.
- Jeżeli naprawdę byś go tak bardzo kochała nie byłabyś teraz tutaj ze mną, a ta rozmowa nigdy nie miałaby miejsca.
- Jestem głupia i naiwna, okej? Wierzyłam, że naprawdę się ode mnie odetniesz!
- Zrobię to.
- W takim razie dlaczego o tym rozmawiamy?
- Naprawdę masz tak krótką pamięć? Sama chciałaś wyjaśnień, więc proszę, oto one!- Justin krzyknął na mnie powoli tracąc cierpliwość.
- Nie mam pojęcia do czego prowadzi ta konwersacja- powiedziałam zrezygnowanie podkulając nogi pod brodę.
- W takim razie nie jesteś sama.
- Nie wiem do czego prowadzi nasza znajomość, raz się nienawidzimy, kiedy indziej dogadujemy się, nic już, kurwa, nie wiem.
- Spróbujmy.
- Czego znowu?- fuknęłam.
- Katlin, wiem, że ty też coś czujesz. Nawet nie waż się zaprzeczać. Inaczej nie byłabyś tutaj ze mną oszukując swojego chłopaka i najlepszą przyjaciółkę.  Spróbujmy przełamać nasze granice, nie przejmować się niczym.
- A konsekwencje?- zapytałam powątpiewając.
- Będziemy martwić się później. No dalej, wchodzisz w to?
- Nie wiem, Justin. Sprawiasz, że mam mętlik w głowie!
- Tu nie ma się nad czym zastanawiać. Tak czy nie?- zapytał. Dostrzegłam w jego oczach małą iskierkę jakiejś emocji, ale niestety nie zdążyłam jej zidentyfikować. Pojawiła się i znikła zbyt szybko.
- Muszę to przemyśleć- nie powinnam się zastanawiać, mam chłopaka. Jednak Justin w pewnym sensie miał rację. Coś do niego czułam. Miłość to na pewno nie była. Co w takim razie? Chciałam wiedzieć.
- Nie. Masz dać mi odpowiedź teraz, w tym momencie- zażądał, a mnie zmroziło, nie wiem nawet dlaczego.  
- Prawdopodobnie będę tego żałować i to cholernie, ale wchodzę w to- powiedziałam na jednym wydechu, po czym wybiegłam z salonu. Musiałam dowiedzieć się jakimi uczuciami darzę wkurzającego bruneta i niestety tylko w taki sposób mogłam to sprawdzić.

***
Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :))  

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 18

Justin

Siedziałem na łóżku Car bawiąc się jej telefonem podczas gdy ta robiła nam kolację w kuchni. Doskwierała mi nuda dlatego postanowiłem namieszać w życiu Katlin jeszcze bardziej. Szybko wystukałem SMS i wysłałem go uśmiechając się przy tym szyderczo. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź. Komórka mojej dziewczyny rozdzwoniła się w przeciągu kilku sekund. Wcisnąłem zieloną słuchawkę.
- Boże, o co chodziło Ci z tą wiadomością?- zapytała spanikowana Kat na co się zaśmiałem, a to od razu załapała o co chodzi- Ty…ty…ty… podły Kretynie! Teraz masz zamiar być moim koszmarem, tak? Nie możesz tak po prostu zniknąć?
- Nie, Kochanie- powiedziałem, a uśmiech nie schodził mi z twarzy- O to w tym wszystkim chodzi. Jesteś traktowana tak jak na to zasługujesz- dokończyłem po chwili zastanowienia, po czym zakończyłem połączenie. W chwili kiedy Caroline wchodziła do pokoju odkładałem jej telefon na stolik nocny znajdujący się koło ogromnego i nieziemsko wygodnego łóżka. Oczywiście usunąłem wiadomość do kopniętej brunetki wraz z ostatnim połączeniem.
- Nie nudziłeś się za bardzo?- zapytała kładąc na pościeli talerz z kanapkami. 
- U Ciebie? Nigdy- odpowiedziałem delikatnie całując jej usta.

Katlin

- Kocham Cię Harry i naprawdę przepraszam- powiedziałam po raz setny tego wieczoru. 
- Nie masz za co. Wiesz, że jesteś dla mnie całym światem- odpowiedział brunet łaskotając mnie swoimi bujnymi lokami, które aktualnie znajdowały się przy moim policzku. Siedzieliśmy na łóżku wtuleni w siebie i rozmawialiśmy. O wszystkim i niczym. Wyżaliłam się ze wszystkich swoich smutków i utrapień. Jak zwykle znalazłam ogromne wsparcie.
- Kocham Cię Kotku, ale będę musiał się zbierać- jęknął Haz. 
- Proszę, tylko nie to- szepnęłam, po czym spojrzałam na zegarek- hej, jest po 22. Jeszcze wcześnie, możesz zostać.
- Wiem, ale obiecałem, że będę wcześniej.
- Czemu?- zapytałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Mamy odbyć jakąś poważna rozmowę, a po tonie taty mogę się spodziewać wszystkiego.
- W takim razie idź- powiedziałam ze smutną miną. Harry pochylił się nade mną i delikatnie położył swoje usta na moich- Na pewno nie chcesz zostać?- jęknęłam pomiędzy pocałunkami.
- Nie mogę- powiedział odsuwając mnie od siebie.
- Znajdziesz drzwi?- zapytałam. Nie chciało mi się go odprowadzać.
- Jasne- powiedział wesoło- Widzimy się jutro?- zapytał dla pewności, na co kiwnęłam potwierdzająco głową. Kiedy kędzierzawy zniknął za drzwiami poczułam niesamowitą pustkę. Słyszałam krzątającą się po dole mamę, z którą nie zamieniłam słowa odkąd pojawiła się w domu. Sprawa z wujkiem nadal była skomplikowana. Przynajmniej dla niej. Z tego co słyszałam ostro się pokłócili. Postanowiłam wziąć szybki prysznic i przygotować się do szkoły. Naprawdę nie chciałam tam iść, ale musiałam zacząć żyć na nowo. Tata by tak chciał. 
***
Budzik nieubłaganie dzwonił od około piętnastu minut uparcie dając mi do zrozumienia, że powinnam wstać. Jęcząc cicho, wyłączyłam kolejną drzemkę i zwlekłam się w łóżka. Powinnam się śpieszyć, gdyż byłam trochę spóźniona, ale moim zdaniem, każdy i tak będzie zadowolony, że w ogóle zawitam w szkole. Przygotowania do lekcji zajęły mi mniej czasu niż zwykle, co nie było dla mnie zbyt wielkim zaskoczeniem. Powód tkwił w tym, że postanowiłam odpuścić sobie makijaż. Doszłam do wniosku, że tak czy inaczej będę wyglądać jak zombie, czy coś w ten deseń. Zbiegając po schodach na dół niemal zderzyłam się z mamą, która popatrzyła na mnie smutnym wzrokiem. Zignorowałam ją. Chwyciłam kluczyki, znajdujące się w przedpokoju i udałam się do szkoły. Droga nie zajęła mi zbyt wiele czasu. Zaparkowałam na „moim” miejscu, po czym udałam się do moich przyjaciół, którzy stali na korytarzu. Widząc mnie ciepło się uśmiechnęli, i kiedy tylko do nich podeszłam, mocno wyściskali. Naprawdę się za nimi stęskniłam.
- Jak miło Cię widzieć!- krzyknęła Revena, przytulając mnie po raz kolejny.
- Jak tam, Mała?- zapytał się Max. 
- Nie jest źle- uśmiechnęłam się lekko- Proszę Was, nie rozmawiajmy o tym. Chcę wrócić do starej codzienności, okej?- zapytałam, na co wszyscy pokiwali głową z wyrozumieniem. Zaczęliśmy rozmawiać, co przyniosło mi ogromną ulgę. Wiedziałam, że mi pomogą, nawet jeśli nie do końca zdawali sobie z tego sprawę.
- Kogo my tu mamy- odezwał się donośnie Justin bezczelnie przerywając naszą konwersację.
- Zaczynam normalnie żyć- powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Brunet od razu popsuł mi humor. 
- Po co?
- Justin!- skarciła go Nao (Naomi).
- Jezu, pytam się tylko- oburzył się- Dobra, nieważne. Wiecie gdzie jest Car?- zapytał. Właściwie też chciałam to wiedzieć. Nie odzywała się do mnie od wczoraj.
- Pewnie się spóźni, jak to ostatnio często ma w zwyczaju- powiedziała niemal znudzona Rev (Revena). 
- Jak to?- zapytałam zdezorientowana. Z naszej dwójki to właśnie Blondynka była tą punktualną.
- Gdzie twój Lowelas?- zapytał Justin ignorując moje pytanie, na które chyba i tak nikt nie zamierzał mi odpowiedzieć.
- Wyjazd rodzinny- warknęłam i naprawdę żałowałam, że była to prawda. „Poważna rozmowa”, którą Harry miał przeprowadzić z tatą była na temat ich TYGODNIOWEGO wyjazdu do rodziny, na jakiś tam zjazd. Lokowaty próbował się wymigać, jednak nic z tego. Musiał jechać. Było mi trochę przykro, jednak potrafiłam to zrozumieć. Patrząc w przeszłość, jego rodzinie „zloty” odbywają się średnio co rok. Brunet słysząc moje słowa wybuchnął śmiechem. Zmroziłam go zmrokiem. Niestety nie zdążyłam się odgryźć, bo zadzwonił dzwonek, który wzywał nas na lekcje. 
***
- To co Laska, siedzimy razem?- zapytał znienacka Justin spadając do klasy tuż przede mną. Mieliśmy mieć biologię- ostatnią lekcję i pech chciał, że miałam ją właśnie z brunetem.
- Nie?- zapytałam z przekąsem- Słuchaj myślę, że wyjaśniłam Ci wszystko, więc naprawdę nie wiem czego ode mnie chcesz.
- Czy ja coś mówię?- oburzył się brązowooki.
- Tak. Te twoje ciągłe uszczypliwe komentarze. Czy myślisz, że ja tego nie czuję?- zapytałam przeczesując ręką skudlone włosy.
- Okej, mogę przestać- powiedział chłopak, co szczerze mnie zdziwiło- Ale pod jednym warunkiem- dodał po chwili, a moja mina zrzedła.
- CZY MOŻECIE ZAJĄĆ SWOJE MIEJSCA? CHCIAŁABYM ZACZĄĆ PROWADZIĆ LEKCJĘ!- naszą konwersację przerwał głos nauczycielki, która niespełna minutę temu weszła do klasy. Niestety, nie przepadała ani za mną, ani za Justinem.
- Pogadamy po lekcjach- syknęłam po czym udałam się w stronę swojego miejsca. Brunet bezczelnie zajął krzesło koło mnie, zupełnie ignorując moje zabójcze spojrzenie. 
- NIEŹLE SIĘ DOBRALIŚCIE, NIEŹLE- powiedziała pani Green z przekąsem- ZAPOWIADA SIĘ CIEKAWA LEKCJA- no oczywiście, znając ją zrobi wszystko, żeby wlepić nam po uwadze.
- Dziś będziemy powtarzać układ oddechowy. Za tydzień kartkówka- oznajmiła profesor, po sprawdzeniu obecności. Następnie zaczęła paplać jakieś brednie, których słuchało może pięć osób na czterdzieści. Jeśli chodzi o mnie całą uwagę skupiałam na tym, aby nie patrzeć się w stronę Justina, który gapił się na mnie przez całe czterdzieści pięć minut. Myślałam, że oszaleję, naprawdę. To było tak cholernie niezręczne i uciążliwe, że kiedy zadzwonił dzwonek miałam ochotę płakać ze szczęścia. Dosłownie. Szybko pozbierałam swoje rzeczy, po czym wyszłam z klasy. 
- Cholera jasna, Katlin, poczekaj!- zaczął krzyczeć za mną Brunet. Zatrzymałam się dopiero koło mojego samochodu, gdyż nie miałam ochoty odstawiać szopki przy połowie szkoły. 
- Co znowu?- warknęłam, kiedy tylko dołączył do mnie brązowooki.
- Mieliśmy dokończyć naszą rozmowę- odpowiedział przewracając oczami.
- Kończ w takim razie- warknęłam. 
- Nie tutaj?
- To gdzie kurwa mać?
- U Ciebie?-  nie no proszę Was, trzymajcie mnie, bo zaraz zwariuję.
- Żartujesz sobie?- zaszydziłam.
- W takim razie, siema- powiedział znudzonym głosem po czym odwrócił się i zaczął iść w przeciwną stronę.
- Dobra, okej- krzyknęłam za nim, na co podniósł kciuka w górę nadal idąc do mnie plecami.
- Będę pod twoim domem za godzinę- krzyknął, po czym zniknął za rogiem zostawiając mnie kompletnie samą z mętlikiem w głowie. Co to miało znaczyć? Czemu tak cholernie mnie zignorował? Uhg, nienawidzę tego kolesia. Serio.
- Kat, tu jesteś. Wszędzie cię szukałam- powiedziała moja najlepsza przyjaciółka, która pojawiła się u mojego boku nie wiadomo kiedy.
- Musiałam coś załatwić- mruknęłam pod nosem.
- Co powiesz na zakupy? – zaproponowała Car z dzikim błyskiem w oczach.
- Przepraszam, ale nie. Chcę wrócić do domu- uśmiechnęłam się słabo- zadzwoń do Justina, może z Tobą pójdzie?- zapytałam bezsensownie wiedząc doskonale, że brunet jest umówiony ze mną. Szczerze powiedziawszy, byłam ciekawa jaki kit jej wcisnął.
- Powiedział, że cały dzień ma zajęty. Jakieś spawy rodzinne- przewróciła oczami, a ja miałam ochotę zaśmiać jej się w twarz. Gdyby nie chodziło o mnie, powiedziałabym co jej chłoptaś wyprawia. Swoją drogą, ciekawe ile razy ją tak okłamał.
- To ja będę się zbierać. Padam po ośmiu godzinach w tej śmierdzącej szkole- jęknęłam.
- Czekaj, może wbijesz do mnie? Wiem, że chcesz jechać do domu, ale chyba za bardzo nie będę Ci przeszkadzać?- zapytała. Cholera, cholera, cholera. 
- Chciałam porozmawiać z mamą po powrocie i jeszcze raz spokojnie jej wysłuchać- skłamałam szybko.
- Aaaaaa- powiedziała ze zrozumieniem- W razie jakiś problemów dzwoń, będę pod telefonem cały czas.
- Okej- powiedziałam, po czym szybko pożegnałyśmy się buziakiem w policzek. Udałam się do domu. Droga zajęła mi więcej czasu niż planowałam, ponieważ zajechałam na chwilę na cmentarz. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam odwiedzić tatę i opowiedzieć mu wszystko. Zajeżdżając na podjazd przy moim domu zauważyłam Justina. Ups, zapomniałam kontrolować czas. 
- Płakałaś?- zapytał troskliwym głosem kiedy tylko zobaczył wysiadającą mnie z samochodu.
- Byłam u taty- powiedziałam szybko, nie chcąc dłużej roztrząsać tego tematu- Dokończmy rozmowę- zaproponowałam.
- Nie zaprosisz mnie do środka?
- Jasne, wchodź i się rozgość- pisnęłam sarkastycznie wskazując na drzwi- Może jeszcze herbatki Ci zrobić?- dodałam po chwili. 
- Wystarczy mi sok- odpowiedział ze śmiechem Justin. Nie mogłam nie odpowiedzieć tym samym. Czemu nasza relacja była tak dziwna? Wchodząc do domu napotkaliśmy się na moją mamę, która krzątała się po kuchni. Kiedy tylko nas zobaczyła odezwała się:
- Jak dobrze, że już jesteście. Chcecie obiad?
- Zaproponuj to temu fagasowi, z którym zdradziłaś tatę- powiedziałam pełnym jadu tonem. Natychmiast spuściła głowę i wyszła z pomieszczenia. 
- Mogłabyś być dla niej trochę milsza- brunet spiorunował mnie wzrokiem.
- Nie-  powiedziałam udając się do swojego pokoju. Niebieskooki podążył za mną. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi kontynuowałam- Kończ ten durny warunek i znikaj z mojego życia. 
- Już nigdy nie uprzykrzę Ci życia, jeśli spędzisz ze mną jeden weekend. Od piątku do niedzieli. Jeżeli po tym czasie będziesz w stanie spojrzeć mi w twarz i powiedzieć, że nie chcesz mnie w swoim życiu- zniknę- powiedział cicho, a mnie zamurowało.
- Żartujesz sobie, tak?- zapytałam retorycznie- Wiesz, że to szantaż? Nigdzie nie pojadę!
- W takim razie przykro mi, ale nie pozbędziesz się mnie- powiedział chłodno.
- No dobra, załóżmy, że pojadę. Jak sobie to wyobrażasz? Co z Car i Harrym? Co im powiemy? Tak po prostu sobie przez całe trzy dni będziemy prowadzać się po mieście? Pomyśl- zakpiłam.
- Nie, nie, nie- chłopak pokręcił przecząco głową- To nie tak. Po prostu wyjedziemy z miasta. Moi rodzice mają domek w Lake City, tam pojedziemy.
- I niby co będziemy tam robić, hmm?
- No, a jak myślisz, jak można spędzać czas w LAKE CITY?- zapytał wyraźnie tracąc cierpliwość.
- No dobra, dobra- zaczęłam się śmiać. Kochałam denerwować tego gościa. Był w tedy tak cholernie zabawny.
- Zgadzasz się, czy nie?- zapytał kiedy trochę się uspokoiłam.
- Niee- powiedziałam zwlekając- Chociaż w sumie zaczekaj, załóżmy, że tak- postawiłam go przetestować- Co powiemy Harremu i twojej dziewczynie, a zarazem mojej najlepszej przyjaciółce?
- Z tym twoim … no wiesz…-zaczął.
- Chłopakiem, który ma na imię Harry- przerwałam mu, jednak nic sobie z tego nie zrobił i kontynuował swoją wypowiedź:
- Nie będzie problemu, wraca przecież w poniedziałek, a z Caroline coś wymyślę..
- Czekaj, czy ty chcesz jechać już w ten weekend?- zapytałam z niedowierzaniem.
- No a kiedy? Teraz albo nigdy.
- Jakbym była nią domyśliłabym się, że skoro oboje znikamy tak nagle, to coś jest nie tak. No, heloł, pomyśl trochę- pomachałam mu ręką przed nosem. 
- Jest na to sposób- powiedział po chwili zastanowienia- Powiesz jej, że pogodziłaś się z mamą i jedziecie sobie razem do spa, żeby spędzić trochę czasu razem, a ja po prostu ją oleje.
- Czekaj, co? Jak to? Nie możesz, to twoja dziewczyna!
- No to powiem, że mamy wyjazd rodzinny czy coś. Ważne, że ty będziesz bezpieczna, a mi i tak wybaczy.
- Nie bądź taki pewny- prychnęłam.
- Wchodzisz w to?- zapytał po raz kolejny.
- I po tym wyjeździe dasz mi spokój już raz na zawsze? 
- Tak.
- I pozwolisz żyć własnym życiem? 
- Tak.
- Jesteś pewny?
- Tak.
- W takim razie się zgadzam- powiedziałam, po chwili namysłu. To tylko jeden głupi weekend, tak? Poza tym, przecież nie zamierzamy robić nic złego. Chcę po prostu sprawić, żeby brązowooki odczepił się ode mnie raz na zawsze. 

***
Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz :))